Księga Hioba
11Był w ziemi Uz człowiek imieniem Hiob; ten człowiek był doskonały i prawy, i bojący się Boga, a stroniący od zła.
2I urodziło mu się siedmiu synów i trzy córki.
3A jego dobytek stanowiło siedem tysięcy owiec, trzy tysiące wielbłądów, pięćset jarzm wołów i pięćset oślic; miał też bardzo liczną służbę. Był on człowiekiem najmożniejszym wśród wszystkich ludzi Wschodu.
4Jego synowie schodzili się i urządzali ucztę, każdy w swoim domu w ustalonym dniu. Posyłali po swoje trzy siostry i zapraszali je, aby jadły i piły wraz z nimi.
5A gdy minęły dni uczty, Hiob posyłał i poświęcał ich. Potem wstawał wczesnym rankiem i składał całopalenia stosownie do ich liczby. Mówił bowiem Hiob: Może moi synowie zgrzeszyli i złorzeczyli Bogu w swoich sercach. Tak Hiob czynił zawsze.
6Zdarzyło się pewnego dnia, gdy synowie Boży przybyli, aby stanąć przed PANEM, że też szatan pojawił się wśród nich.
7Wtedy PAN zapytał szatana: Skąd przychodzisz? Szatan odpowiedział PANU: Krążyłem po ziemi i przechadzałem się po niej.
8PAN powiedział do szatana: Czy zwróciłeś uwagę na mojego sługę Hioba – że nie ma nikogo mu równego na ziemi? To człowiek doskonały i prawy, bojący się Boga i stroniący od zła.
9A szatan odpowiedział PANU: Czy Hiob za darmo boi się Boga?
10Czy nie ogrodziłeś zewsząd jego samego, jego domu i wszystkiego, co ma? Błogosławiłeś dziełom jego rąk, a jego dobytek rozmnożył się na ziemi.
11Ale wyciągnij tylko swoją rękę i dotknij wszystkiego, co ma, a na pewno będzie ci w twarz złorzeczył.
12Wtedy PAN powiedział do szatana: Oto wszystko, co ma, jest w twojej mocy, tylko na niego nie wyciągaj ręki. I szatan odszedł sprzed oblicza PANA.
13Zdarzyło się któregoś dnia, gdy jego synowie i córki jedli i pili wino w domu najstarszego brata;
14Że do Hioba przybył posłaniec i powiedział: Woły orały, a oślice pasły się obok nich;
15I napadli Sabejczycy, i zabrali je, a sługi pozabijali ostrzem miecza. Uszedłem tylko ja sam, aby cię o tym powiadomić.
16A gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i powiedział: Ogień Boży spadł z nieba, spalił owce i sługi i pochłonął ich. Uszedłem tylko ja sam, aby cię o tym powiadomić.
17A gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i powiedział: Chaldejczycy podzieleni na trzy oddziały napadli na wielbłądy, zabrali je, a sługi pozabijali ostrzem miecza. Uszedłem tylko ja sam, aby cię o tym powiadomić.
18A gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i powiedział: Twoi synowie i córki jedli i pili wino w domu najstarszego brata;
19A oto gwałtowny wiatr powiał od pustyni i uderzył w cztery węgły domu, tak że zawalił się na dzieci i pomarły. Uszedłem tylko ja sam, aby cię o tym powiadomić.
20Wtedy Hiob wstał, rozdarł swój płaszcz, ogolił swoją głowę, potem upadł na ziemię i oddał pokłon;
21I powiedział: Nagi wyszedłem z łona swojej matki i nagi tam powrócę. PAN dał, PAN też wziął, niech imię PANA będzie błogosławione.
22W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył ani nie oskarżał Boga o nic niewłaściwego.
21I znowu pewnego dnia, gdy synowie Boży przybyli, aby stanąć przed PANEM, wśród nich przyszedł też szatan, aby stanąć przed PANEM.
2Wtedy PAN powiedział do szatana: Skąd przychodzisz? Szatan odpowiedział PANU: Krążyłem po ziemi i przechadzałem się po niej.
3PAN zapytał szatana: Czy zauważyłeś mojego sługę Hioba – że nie ma nikogo mu równego na ziemi? To człowiek doskonały i prawy, bojący się Boga i stroniący od zła. On jeszcze trwa w swojej prawości, choć ty mnie pobudziłeś przeciw niemu, abym go niszczył bez powodu.
4Szatan odpowiedział PANU: Skórę za skórę; wszystko, co człowiek ma, odda za swoje życie;
5Ale wyciągnij tylko swoją rękę i dotknij jego kości i ciała, a na pewno będzie ci w twarz złorzeczył.
6Wtedy PAN powiedział do szatana: Oto jest w twojej ręce, ale jego życie zachowaj.
7Wyszedł więc szatan sprzed oblicza PANA i dotknął Hioba bolesnymi wrzodami, od stóp aż po czubek głowy.
8A ten wziął skorupę, aby się nią skrobać, i siedział w popiele.
9Jego żona powiedziała mu: Jeszcze trwasz w swojej prawości? Złorzecz Bogu i umieraj.
10I odpowiedział jej: Mówisz, tak jak mówią głupie kobiety. Czy tylko dobro będziemy przyjmować od Boga, a zła przyjmować nie będziemy? W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył swymi ustami.
11A gdy trzej przyjaciele Hioba usłyszeli o całym nieszczęściu, które spadło na niego, przyszli, każdy ze swego miejsca: Elifaz z Temanu, Bildad z Szuach i Sofar z Naamy. Umówili się bowiem, aby przyjść i wraz z nim lamentować, i pocieszyć go.
12A gdy z daleka podnieśli swoje oczy, nie poznali go. Podnieśli swój głos i płakali, a potem każdy z nich rozdarł swój płaszcz i rzucał proch w górę na swoją głowę;
13I siedzieli z nim na ziemi przez siedem dni i siedem nocy i żaden z nich nie przemówił do niego ani słowem. Widzieli bowiem ogrom jego bólu.
31Potem Hiob otworzył swoje usta i przeklinał swój dzień.
2Hiob odezwał się i zawołał:
3Niech zginie dzień, w którym się urodziłem, i noc, w którą powiedziano: Poczęty mężczyzna.
4Niech ten dzień stanie się ciemnością, niech o niego nie troszczy się Bóg z wysokości i nie oświetla go światłość.
5Niech go pokryje ciemność i cień śmierci, niech go ogarnie obłok i przerazi mrok dnia.
6Niech tą nocą zawładnie ciemność, niech nie będzie liczona wśród dni roku i nie wejdzie w liczbę miesięcy.
7Niech ta noc będzie samotna, niech nie będzie w niej radosnego śpiewu.
8Niech przeklną ją ci, którzy przeklinają dzień, którzy są gotowi podnieść swój lament.
9Niech gwiazdy zaćmią się o zmierzchu, niech nie doczeka się światła ani nie zobaczy zorzy porannej;
10Bo nie zamknęła drzwi łona mej matki i nie ukryła smutku przed moimi oczami.
11Czemu nie umarłem w łonie? Czemu nie zginąłem, kiedy wyszedłem z łona?
12Czemu przyjęły mnie kolana? Czemu przyjęły mnie piersi, abym mógł je ssać?
13Teraz bowiem leżałbym i trwał w spokoju, spałbym i odpoczywał;
14Z królami i z doradcami ziemi, którzy sobie budowali opustoszałe miejsca;
15Albo z książętami, którzy mieli złoto i napełnili swe domy srebrem;
16Albo czemu nie stałem się jak ukryty, martwy płód, jak niemowlęta, które nie widziały światła?
17Tam bezbożni przestają straszyć, tam pozbawieni siły odpoczywają.
18Tam więźniowie razem wypoczywają i nie słyszą głosu ciemięzcy.
19Mały i wielki są tam sobie równi i niewolnik jest wolny od swego pana.
20Czemu nędznemu dane jest światło, a życie tym, którzy są rozgoryczeni na duszy;
21Którzy z tęsknotą wypatrują śmierci, a ta nie przychodzi, choć jej szukają pilniej niż ukrytych skarbów;
22Którzy wielce się radują i cieszą, kiedy grób znajdują?
23Czemu dane jest światło człowiekowi, którego droga jest ukryta i którego Bóg osaczył?
24Kiedy bowiem mam jeść, przychodzi moje wzdychanie, a moje jęki rozchodzą się jak woda;
25Bo to, czego się bałem, spotkało mnie, a to, czego się obawiałem, spadło na mnie.
26Nie byłem bezpieczny, nie miałem spokoju ani odpoczynku, a jednak nadeszła trwoga.
41Wtedy Elifaz z Temanu odpowiedział:
2Jeśli będziemy rozmawiać z tobą, nie będzie ci przykro? Ale któż może się od mówienia powstrzymać?
3Oto nauczałeś wielu i ręce słabe umocniłeś.
4Twoje słowa podnosiły upadającego, a omdlałe kolana wzmacniałeś.
5A teraz, gdy to przyszło na ciebie, opadasz z sił, dotknęło cię i się trwożysz.
6Czy twoja bojaźń nie była twoją ufnością, a prawość twoich dróg – twoją nadzieją?
7Przypomnij sobie, proszę, czy kiedykolwiek zginął ktoś niewinny? Albo gdzie sprawiedliwych wytępiono?
8Według tego, co zauważyłem, ci, którzy orzą zło i sieją niegodziwość, zbierają je.
9Od tchnienia Boga giną i od powiewu jego gniewu niszczeją.
10Ryk lwa, głos dzikiego lwa i zęby lwiątek są złamane.
11Lew ginie z braku łupu i młode lwicy rozpraszają się.
12Oto potajemnie doszło do mnie słowo i moje ucho usłyszało szept.
13W rozmyślaniu o nocnych widzeniach, gdy twardy sen spada na ludzi;
14Ogarnęły mnie strach i drżenie, od których wszystkie moje kości zadrżały.
15Wtedy duch przeszedł przed moją twarzą, zjeżyły się włosy na moim ciele.
16Stanął, lecz nie rozpoznałem jego wyglądu, tylko jakiś kształt był przed moimi oczami; nastała cisza, a potem usłyszałem głos mówiący:
17Czy śmiertelny człowiek może być sprawiedliwszy niż Bóg? Czy człowiek może być czystszy niż jego Stwórca?
18Oto swoim sługom nie ufa i w swoich aniołach dostrzega braki;
19O ileż bardziej w tych, którzy mieszkają w domach glinianych, których podstawa jest w prochu – łatwiej ich zgnieść niż mola.
20Od poranka aż do wieczora są gładzeni; giną na wieki, a nikt tego nie zauważa.
21Czy ich wspaniałość nie przemija wraz z nimi? Umierają, ale nie w mądrości.
51Wołaj więc, jeśli jest ktoś, kto by ci odpowiedział; i do którego ze świętych się zwrócisz?
2Gniew bowiem zabija głupiego, a prostaka uśmierca zawiść.
3Widziałem głupiego, jak zapuścił korzenie, lecz zaraz przekląłem jego mieszkanie.
4Jego synowie są daleko od ratunku, zostają zdeptani w bramie, a nie ma nikogo, kto by ich ocalił.
5Jego żniwo głodny pożera, wydobywa je spośród samych cierni, a chciwy pochłania ich bogactwa.
6Utrapienie bowiem nie powstaje z prochu ani z ziemi nie wyrasta niedola;
7Lecz człowiek rodzi się na niedolę, jak iskry z węgla wzlatują w górę.
8Ja jednak szukałbym Boga i Bogu przedstawił swoją sprawę;
9Który czyni rzeczy wielkie i niezbadane, cudowne i niezliczone;
10Który zsyła deszcz na ziemię i spuszcza wody na pola;
11Który pokornych stawia wysoko, a smutnych wywyższa ku zbawieniu;
12Który wniwecz obraca zamysły przebiegłych, tak że ich ręce nie wykonują ich zamiaru;
13Który chwyta mądrych w ich przebiegłości, tak że rada przewrotnych szybko upada.
14Za dnia napotykają ciemność, a w południe idą po omacku jak w nocy.
15On wybawia ubogiego od miecza, od ich ust, i z ręki mocarza.
16Tak to uciśniony ma nadzieję, a nieprawość zamyka swe usta.
17Oto błogosławiony człowiek, którego Bóg karze; nie gardź więc karceniem Wszechmocnego.
18On bowiem rani, ale i opatruje, uderza, a jego ręce uzdrawiają.
19Z sześciu nieszczęść cię wyrwie, a w siódmym nie dotknie cię zło.
20W głodzie wybawi cię od śmierci, a na wojnie od mocy miecza.
21Przed biczem języka będziesz zasłonięty i nie ulękniesz się spustoszenia, gdy nadejdzie.
22Będziesz się śmiał ze spustoszenia i głodu, nie będziesz się bał zwierząt ziemi.
23Zawrzesz bowiem przymierze z kamieniami na polu, a okrutny zwierz polny będzie żyć z tobą w pokoju.
24I poznasz, że twój przybytek jest spokojny; odwiedzisz swoje mieszkanie, a nie zgrzeszysz.
25Poznasz też, że twoje potomstwo się rozmnoży, a twoje dzieci będą jak trawa ziemi.
26W sędziwym wieku zejdziesz do grobu, jak snop zboża zbierany w swym czasie.
27Oto do tego doszliśmy i tak jest. Słuchaj tego i rozważ to sobie.
61Hiob zaś odpowiedział tymi słowami:
2O gdyby dokładnie zważono moją udrękę i włożono na szalę całe moje nieszczęście!
3Byłoby to cięższe niż piasek morski. Dlatego moje słowa plączą się.
4Tkwią we mnie bowiem strzały Wszechmocnego, których jad osuszył mego ducha, a strachy Boże walczą przeciwko mnie.
5Czy dziki osioł ryczy, gdy ma trawę? Czy wół ryczy nad swoją paszą?
6Czy można zjeść niesmaczną rzecz bez soli? Czy ma jakiś smak białko jajka?
7Czego się przedtem moja dusza nie chciała dotknąć, jest to teraz moim bolesnym pokarmem.
8Oby się spełniła moja prośba i Bóg dał mi to, czego pragnę!
9Oby się Bogu spodobało to, aby mnie zniszczyć, aby opuścić rękę i mnie odciąć!
10Wtedy miałbym jeszcze pociechę – chociaż pałam boleścią, niech Bóg mi nie folguje – nie zataiłem bowiem słów Świętego.
11Jaka jest moja siła, abym miał wytrwać? Jaki jest mój koniec, abym przedłużał swoje życie?
12Czy moja siła jest siłą kamieni? Czy moje ciało jest ze spiżu?
13Czy moja obrona nie jest we mnie? Czy mój rozsądek odszedł ode mnie?
14Strapionemu należy się litość od przyjaciela, ale on opuścił bojaźń Wszechmogącego.
15Moi bracia zawiedli jak potok, odpływają jak gwałtowne potoki;
16Które są mętne od lodu, w których śnieg się ukrywa;
17W czasie roztopów znikają; w czasie upałów nikną ze swego miejsca.
18Wiją się ścieżki ich dróg; rozpływają się w nicość i giną.
19Podróżni z Temy wypatrywali ich; wędrowcy z Seby pokładali w nich nadzieję.
20Ale zawiedli się w oczekiwaniu, przyszli tam i zawstydzili się.
21Staliście się niczym; widzicie moją niedolę i lękacie się.
22Czy powiedziałem: Przynieście mi coś? lub: Dajcie mi z waszego majątku?
23Lub: Wybawcie mnie z rąk wroga? lub: Wykupcie mnie z rąk okrutników?
24Pouczcie mnie, a zamilknę; pokażcie mi, w czym zbłądziłem.
25O jak mocne są słowa prawdziwe! Ale cóż sprawi wasze obwinianie?
26Czy zamierzacie ganić moje słowa i mowę zrozpaczonego, jakby były wiatrem?
27Nawet sierotę przytłaczacie i kopiecie doły pod swoim przyjacielem.
28Teraz więc zechciejcie spojrzeć na mnie, a zobaczycie, czy kłamię wam w oczy.
29Zawróćcie, proszę, a niech nie będzie w was nieprawości; zawróćcie, a poznacie moją sprawiedliwość w tym.
30Czy w moim języku jest nieprawość? Czy moje podniebienie nie rozeznaje przewrotności?
71Czy człowiekowi nie jest wyznaczony czas na ziemi? Czy jego dni nie są jak dni najemnika?
2Jak sługa pragnie cienia, jak najemnik oczekuje zapłaty za swoją pracę;
3Tak moim udziałem są miesiące próżne, a przeznaczono mi noce bolesne.
4Gdy się kładę, mówię: Kiedy minie noc, abym mógł wstać? I jestem pełny niepokoju aż do świtu.
5Moje ciało pokryte jest robactwem i strupami w prochu, moja skóra pęka i ropieje.
6Moje dni biegną szybciej niż czółenko tkackie i przemijają bez nadziei.
7Pamiętaj, że moje życie jest wiatrem, moje oko już nie zobaczy dobra.
8Oko, które mnie widziało, już mnie nie zobaczy. Twoje oczy są zwrócone na mnie, a mnie już nie ma.
9Jak obłok się rozchodzi i przemija, tak ten, kto zstępuje do grobu, nie wraca.
10Nie wróci już do swego domu ani nie pozna go już jego miejsce.
11Dlatego nie mogę powstrzymać swoich ust, będę mówił w utrapieniu swego ducha, będę narzekał w goryczy swojej duszy.
12Czy jestem morzem albo wielorybem, że postawiłeś przy mnie straż?
13Gdy mówię: Pocieszy mnie moje łóżko i moje posłanie ulży mojemu narzekaniu;
14Wtedy straszysz mnie snami i przerażasz mnie widzeniami;
15Tak że moja dusza wybrałaby sobie uduszenie, raczej śmierć niż życie.
16Uprzykrzyło mi się życie, nie chcę żyć wiecznie. Zostaw mnie, bo moje dni są marnością.
17Czym jest człowiek, że go tak wywyższasz i że zwracasz ku niemu swoje serce?
18Że nawiedzasz go każdego ranka i w każdej chwili doświadczasz?
19Kiedy odwrócisz się ode mnie i zostawisz mnie, abym mógł przełknąć swoją ślinę?
20Zgrzeszyłem, cóż mam czynić, stróżu człowieka? Czemu mnie wziąłeś za cel, abym był sam dla siebie ciężarem?
21Czemu nie przebaczysz mojego przestępstwa i nie zmażesz mojej nieprawości? Teraz bowiem położę się w prochu i gdy rano będziesz mnie szukał, nie będzie mnie.
81Wtedy Bildad z Szuach odpowiedział:
2Jak długo będziesz mówił takie rzeczy? Jak długo słowa z twoich ust będą jak gwałtowny wiatr?
3Czy Bóg wypacza sąd? Czy Wszechmocny wypacza sprawiedliwość?
4Jeśli twoi synowie zgrzeszyli przeciwko niemu, a on ich odrzucił za ich nieprawość;
5Jeśli zwrócisz się pilnie do Boga i będziesz błagać Wszechmocnego;
6Jeśli jesteś czysty i prawy, wtedy na pewno obudzi się dla ciebie i poszczęści mieszkaniu twojej sprawiedliwości.
7A choćby twój początek był niewielki, jednak twój koniec bardzo się rozmnoży.
8Bo zapytaj, proszę, dawnych pokoleń i rozważ doświadczenie ich ojców;
9(My bowiem jesteśmy wczorajsi i nic nie wiemy, ponieważ nasze dni na ziemi są jak cień).
10Czy oni nie pouczą cię i nie powiedzą ci, i czy z ich serc nie wypłyną słowa?
11Czy sitowie urośnie bez wilgoci? Czy trzcina urośnie bez wody?
12Chociaż jeszcze jest świeża i nieskoszona, prędzej usycha niż inna trawa.
13Takie są drogi wszystkich, którzy zapominają Boga, i tak zginie nadzieja obłudnika.
14Jego nadzieja zostanie podcięta, a jego ufność będzie jak pajęczyna.
15Oprze się o swój dom, ale się nie ostoi; uchwyci się go, ale nie przetrwa.
16Zieleni się na słońcu i w ogrodzie jego świeża latorośl wyrasta.
17Jego korzenie są splątane wśród kamieni i wyrastają spośród nich.
18Ale gdy go wyrwą z jego miejsca, wtedy miejsce to wyprze się go, mówiąc: Nie widziałem cię.
19Takie oto jest szczęście jego drogi, a z ziemi wyrosną inni.
20Oto Bóg nie odrzuci człowieka prawego, ale złoczyńcom nie poda ręki;
21Aż się napełnią twoje usta uśmiechem, a twoje wargi radością.
22Gdyż ci, którzy cię nienawidzą, okryją się hańbą, a namiotu niegodziwych już nie będzie.
91A Hiob odpowiedział:
2Doprawdy, wiem, że tak jest. Lecz jak człowiek miałby być usprawiedliwiony przed Bogiem?
3Gdyby chciał się z nim spierać, nie odpowie mu ani raz na tysiąc.
4Ma on mądre serce i potężną siłę. Kto mu się sprzeciwił i powodziło mu się?
5On przenosi góry, a ludzie nie zauważają, przewraca je w swoim gniewie.
6On wstrząsa ziemią z jej miejsca i trzęsą się jej filary.
7On rozkaże słońcu i ono nie wschodzi, zamyka też gwiazdy pieczęcią.
8On sam rozciąga niebiosa i kroczy po falach morza.
9On stworzył Niedźwiedzicę, Oriona, Plejady i gwiazdozbiory południa.
10On czyni rzeczy wielkie i niezbadane, cuda, których zliczyć nie można.
11Oto przechodzi obok mnie, a nie widzę go; mija mnie, a ja go nie dostrzegam.
12Oto gdy zabiera, któż go powstrzyma? Któż mu powie: Co czynisz?
13Gdyby Bóg nie odwrócił swego gniewu, zuchwali pomocnicy upadliby pod nim.
14Jakże ja mu odpowiem? Jakie słowa wybiorę, aby się z nim spierać?
15Choćbym był sprawiedliwy, nie odpowiedziałbym mu, lecz błagałbym swojego sędziego.
16Choćbym go wzywał, a on by się odezwał, jeszcze nie uwierzyłbym, że mnie wysłuchał;
17Kruszy mnie bowiem burzą i pomnaża moje rany bez powodu.
18Nie pozwala mi odetchnąć, raczej napełnia mnie goryczą.
19Jeśli chodzi o siłę, oto jest potężny, a jeśli chodzi o sąd, któż mnie przed nim przyprowadzi?
20Jeśli się usprawiedliwię, moje usta mnie potępią. Jeśli powiem, że jestem doskonały, to one wykażą, że jestem przewrotny.
21Choćbym był doskonały, przecież nie znałbym swojej duszy; gardziłbym swoim życiem.
22Jedno jest pewne, dlatego powiedziałem: On niszczy zarówno doskonałego, jak i niegodziwego;
23Jeśli bicz nagle zabija, śmieje się on z doświadczenia niewinnych.
24Ziemia została wydana w ręce niegodziwego. On zakrywa oblicze sędziów. A jeśli nie on, któż to czyni?
25Ale moje dni są szybsze niż goniec, uciekły i nie widziały nic dobrego.
26Przeminęły jak szybkie łodzie, jak orzeł, który rzuca się na żer.
27Jeśli powiem: Zapomnę o swojej skardze, zaniecham swego gniewu i pocieszę się;
28Wtedy przerażają mnie wszystkie moje cierpienia, bo wiem, że nie uznasz mnie za niewinnego.
29Jeśli jestem niegodziwy, to czemu trudzę się na próżno?
30Choćbym się umył wodą ze śniegu i oczyścił mydłem swoje ręce;
31Ty i tak zanurzysz mnie w dole i moje szaty będą się mną brzydzić.
32On bowiem nie jest człowiekiem jak ja, abym śmiał mu odpowiedzieć i abyśmy razem stanęli przed sądem.
33Nie ma między nami rozjemcy, który mógłby położyć rękę na nas obu.
34Niech tylko zdejmie ze mnie swoją rózgę, a jego groza niech mnie już nie przeraża;
35Wtedy będę mówił i nie będę się go bać; ale tak nie jest ze mną.
101Moja dusza zmęczona jest życiem; dam upust swemu narzekaniu, będę mówił w goryczy swej duszy.
2Powiem Bogu: Nie potępiaj mnie. Oznajmij mi, czemu wiedziesz ze mną spór?
3Czy dobrze ci z tym, że mnie uciskasz, że odrzucasz dzieło swoich rąk i sprzyjasz radzie niegodziwych?
4Czy masz oczy cielesne? Czy widzisz, jak człowiek widzi?
5Czy twoje dni są jak dni człowieka, a twoje lata jak lata ludzkie;
6Że się wywiadujesz o moją nieprawość i dochodzisz mojego grzechu?
7Ty wiesz, że nie jestem niegodziwy i nikt nie wyrwie mnie z twoich rąk.
8Twoje ręce ukształtowały mnie i uczyniły mnie całego ze wszystkich stron, lecz mnie niszczysz.
9Pamiętaj, proszę, że ulepiłeś mnie jak glinę; czy obrócisz mnie w proch?
10Czy nie wylałeś mnie jak mleko i nie sprawiłeś, że jak ser stężałem?
11Przyoblekłeś mnie skórą i ciałem, a kośćmi i żyłami pospinałeś mnie.
12Obdarzyłeś mnie życiem i miłosierdziem, a twoja opatrzność strzegła mego ducha.
13I chociaż ukryłeś to wszystko w swoim sercu, wiem jednak, że to jest z twojej woli.
14Jeśli grzeszę, ty to spostrzegasz i nie uwolnisz mnie od mojej nieprawości.
15Jeśli jestem niegodziwy, biada mi, a choćbym też był sprawiedliwy, nie podniosę swojej głowy. Jestem syty hańby, zważ na moje utrapienie;
16Gdyż go przybywa; gonisz mnie jak okrutny lew i zachowujesz się dziwnie wobec mnie.
17Stawiasz przeciwko mnie nowych świadków i pomnażasz nade mną swój gniew; wojsko za wojskiem naciera na mnie.
18Czemu wyprowadziłeś mnie z łona? Obym umarł i nie widziało mnie żadne oko!
19Byłbym, jakby mnie nie było, od łona zanieśliby mnie do grobu!
20Czy nie zostało mi niewiele dni? Przestań więc i odejdź ode mnie, abym nabrał trochę otuchy;
21Zanim odejdę tam, skąd już nie powrócę, do ziemi ciemności i cienia śmierci;
22Do ziemi ciemnej jak noc i do cienia śmierci i bezładu, gdzie świeci tylko ciemność.
111Wtedy Sofar z Naamy odpowiedział:
2Czy nie należy odpowiedzieć na takie mnóstwo słów? Czy człowiek gadatliwy ma być usprawiedliwiony?
3Czy ludzie mają milczeć na twoje kłamstwa? A gdy kpisz, nikt cię nie zawstydzi?
4Powiedziałeś bowiem: Moja nauka jest czysta, jestem czysty w twoich oczach.
5O gdyby Bóg zechciał przemówić i otworzyć usta przeciwko tobie;
6Gdyby objawił tajemnice mądrości – że zasługujesz na dwa razy większą karę. Poznaj więc, ile Bóg ci przebaczył za twoją nieprawość.
7Czy wybadasz tajemnice Boga? Czy zgłębisz doskonałość Wszechmocnego?
8Są wyżej niż niebiosa, co możesz z tym uczynić? Głębsze niż piekło, czy możesz je poznać?
9Ich miara jest dłuższa niż ziemia i szersza niż morze.
10Jeśli wycina, zamyka albo gromadzi, któż go powstrzyma?
11On bowiem zna marność ludzi i widzi niegodziwość. Czy miałby na to nie zważać?
12Człowiek nierozumny może nabyć rozumu, choć człowiek rodzi się jak źrebię dzikiego osła.
13Jeśli przygotujesz swoje serce i wyciągniesz do niego swoje ręce;
14Jeśli w twoich rękach jest nieprawość, oddal ją i nie pozwól, aby niegodziwość mieszkała w twoich przybytkach.
15Wtedy podniesiesz swoje oblicze bez zmazy, będziesz stały i nie będziesz się bał.
16Zapomnisz bowiem o swojej udręce i wspomnisz ją tak jak wody, które przepłynęły.
17I twoje życie będzie jaśniejsze niż południe; twoja ciemność będzie jak poranek.
18Będziesz ufał, mając nadzieję; będziesz kopać dokoła i odpoczniesz bezpiecznie.
19Położysz się i nikt cię nie przestraszy; wielu uniży się przed twoim obliczem.
20Ale oczy niegodziwych przygasną i nie będzie dla nich ucieczki, a ich nadzieja będzie jak wyzionięcie ducha.
121Potem Hiob odpowiedział:
2Doprawdy jesteście ludem i wraz z wami zginie mądrość.
3Ale ja również mam rozum, jak i wy, i nie jestem od was gorszy. Kto nie zna tych rzeczy?
4Jestem pośmiewiskiem dla swojego przyjaciela; ja, który wołam do Boga, a on odpowiada; sprawiedliwy i doskonały jest pośmiewiskiem.
5Ten, który jest bliski upadku, to pochodnia wzgardzona w umyśle tego, który żyje w pokoju.
6Namioty łupieżców są spokojne i bezpieczni są ci, którzy drażnią Boga, a którym Bóg obficie daje w ręce.
7Ale zapytaj zwierząt, a one cię pouczą, i ptaków nieba, a powiedzą tobie.
8Albo rozmawiaj z ziemią, a ona cię nauczy, i opowiedzą ci ryby morskie.
9Któż spośród nich wszystkich nie wie, że ręka PANA to wykonała?
10W jego ręku jest dusza wszelkiej istoty żywej i duch wszelkiego człowieka.
11Czy ucho nie bada mowy, a podniebienie nie smakuje pokarmu?
12U starców jest mądrość, a w długości dni roztropność.
13Ale u niego jest mądrość i siła, u niego rada i roztropność.
14Oto on burzy, a nikt nie może odbudować, zamyka człowieka, a nikt nie może otworzyć.
15Oto gdy zatrzyma wody, wysychają, gdy je wypuści, wywracają ziemię.
16U niego jest moc i mądrość. Do niego należy zwiedziony i zwodziciel.
17Pozbawia radców mądrości i sędziów czyni głupcami.
18Rozwiązuje więzy królów i przepasuje ich biodra pasem.
19Odprowadza złupionych książąt i wywraca mocarzy.
20Odbiera mowę prawdomównym i zabiera starcom rozsądek.
21Wylewa pogardę na książąt i osłabia siły mocarzy.
22On odsłania głębokie rzeczy z ciemności i wyprowadza na światło cień śmierci.
23Rozmnaża narody i wytraca je, rozszerza narody i pomniejsza je.
24On zabiera serca przełożonym ludu ziemi i sprawia, że błądzą po pustyni bezdrożnej;
25I chodzą po omacku w ciemności bez światła, i sprawia, że zataczają się jak pijani.
131Oto moje oko widziało to wszystko, moje ucho słyszało i zrozumiało.
2Co wiecie wy, ja także wiem, nie jestem od was gorszy.
3Dlatego chciałbym mówić z Wszechmocnym i pragnę prawować się z Bogiem.
4Wy bowiem jesteście sprawcami kłamstwa, wszyscy jesteście marnymi lekarzami.
5Obyście raczej zamilkli, a uznano by wam to za mądrość.
6Słuchajcie teraz mojego rozumowania, zważajcie na obronę moich warg.
7Czy w obronie Boga będziecie mówić przewrotnie? Czy za niego będziecie mówić kłamliwie?
8Czy macie wzgląd na jego osobę? Czy chcecie spierać się po stronie Boga?
9Czy byłoby dobrze, gdyby was doświadczył? Czy chcecie go oszukać, jak się oszukuje człowieka?
10Na pewno będzie was karać, jeśli w ukryciu będziecie stronniczy.
11Czy jego majestat was nie przeraża? Czy jego groza na was nie padnie?
12Wasza pamięć jest jak popiół, a wasze ciała jak ciała z gliny.
13Milczcie, zostawcie mnie, abym przemówił, a niech przyjdzie na mnie, co chce.
14Czemu mam szarpać swoje ciało zębami i kłaść swoje życie w swoje ręce?
15Oto choćby mnie zabił, jeszcze będę mu ufać. Moich dróg będę jednak przed nim bronić.
16On sam będzie moim zbawieniem, bo żaden obłudnik nie przyjdzie przed jego oblicze.
17Słuchajcie uważnie mojej mowy, niech wasze uszy przyjmą moją wypowiedź.
18Oto teraz jestem gotowy na sąd i wiem, że zostanę usprawiedliwiony.
19Któż będzie się spierał ze mną? Jeśli bowiem zamilknę, to umrę.
20Tylko dwóch rzeczy mi nie czyń, a nie będę się krył przed tobą.
21Oddal swoją rękę ode mnie i niech twoja groza mnie nie przeraża.
22Potem zawołaj mnie, a ja ci odpowiem, albo ja przemówię, a ty mi odpowiedz.
23Ile mam nieprawości i grzechów? Daj mi poznać moje przestępstwo i grzech.
24Czemu zakrywasz swoje oblicze i uważasz mnie za swego wroga?
25Czy skruszysz liść miotany wiatrem? Czy będziesz gonić suche źdźbło?
26Piszesz bowiem przeciwko mnie gorzkie rzeczy, każesz mi dziedziczyć nieprawości mojej młodości;
27Zakułeś moje nogi w dyby, śledzisz wszystkie moje ścieżki i zaznaczasz ślady moich stóp.
28Niszczeję jak próchno, jak szata, którą zepsują mole.
141Człowiek, urodzony przez kobietę, ma dni niewiele i ma pełno kłopotów;
2Wyrasta jak kwiat i zostaje podcięty, znika jak cień i się nie ostaje.
3A jednak na takiego otwierasz swoje oczy i wzywasz mnie przed siebie na sąd.
4Któż może wydobyć czystego z nieczystego? Ani jeden.
5Gdyż jego dni są ustalone, liczba jego miesięcy jest u ciebie; wyznaczyłeś mu kres, którego nie może przekroczyć.
6Odstąp od niego, aby odpoczął, aż zakończy swój dzień jak najemnik.
7Dla drzewa bowiem jest nadzieja, choć je wytną, że znowu odrośnie, że jego latorośl nie ustanie.
8Choć jego korzeń zestarzeje się w ziemi i jego pień umrze w prochu;
9To jednak gdy poczuje wodę, odrasta i rozpuszcza gałęzie jak sadzonka.
10Ale człowiek umiera i marnieje; a gdy oddaje ducha, gdzie on jest?
11Jak ubywa wód z morza i rzeka opada, i wysycha;
12Tak jest z człowiekiem, gdy się położy i już nie wstanie; dopóki niebiosa będą trwać, nie ocknie się ani nie będzie obudzony ze swego snu.
13Obyś mnie w grobie ukrył i schował, aż twój gniew się uciszy, wyznaczył mi czas i wspomniał na mnie.
14Gdy człowiek umrze, czy znowu ożyje? Przez wszystkie dni wyznaczonego mi czasu będę czekał, aż nadejdzie moja zmiana.
15Zawołasz, a ja ci odpowiem; zatęsknisz za dziełem swoich rąk.
16Teraz jednak liczysz moje kroki. Czy nie zważasz na mój grzech?
17Mój występek jest zapieczętowany w woreczku, gromadzisz moje nieprawości.
18Doprawdy, góra pada i rozsypuje się, i skała przesuwa się ze swego miejsca.
19Wody wydrążają kamienie, ulewa podrywa to, co wyrośnie z prochu ziemi, a ty nadzieję człowieka obracasz wniwecz.
20Stale pokonujesz go, a on odchodzi; zmieniasz jego oblicze i odprawiasz go.
21Jego synowie darzeni są szacunkiem, lecz on o tym nie wie; żyją w pogardzie, lecz na to nie zważa.
22Ale jego własne ciało odczuwa ból, a jego dusza w nim płacze.
151Wtedy Elifaz z Temanu odpowiedział:
2Czy mądry człowiek ma odpowiadać próżną wiedzą i napełniać swoje wnętrze wiatrem wschodnim?
3Czy ma się spierać słowami bezużytecznymi i mową, która nie przynosi pożytku?
4Ty nawet odrzucasz bojaźń i powstrzymujesz modlitwę przed Bogiem.
5Twoje usta bowiem pokazują twą nieprawość, posługujesz się mową przebiegłych.
6Twoje usta cię potępiają, a nie ja; twoje wargi świadczą przeciwko tobie.
7Czy jesteś pierwszym człowiekiem, który się urodził? Czy zostałeś stworzony przed pagórkami?
8Czy słuchałeś tajemnic Boga? Czy tylko w tobie jest mądrość?
9Cóż ty wiesz, czego my nie wiemy? Cóż ty rozumiesz, czego my nie rozumiemy?
10Wśród nas są i sędziwi, i starcy, starsi od twego ojca.
11Czy lekceważysz pociechę Boga? Czy masz w sobie coś tajemnego?
12Czemu cię tak uniosło twoje serce? Czemu swoimi oczami tak mrugasz;
13Że zwracasz przeciwko Bogu swego ducha i wypuszczasz ze swoich ust takie słowa?
14Czym jest człowiek, aby miał być czysty, urodzony z kobiety, aby miał być sprawiedliwy?
15Oto nawet swoim świętym on nie ufa i niebiosa nie są czyste w jego oczach.
16Tym bardziej obrzydły i nikczemny jest człowiek, który pije nieprawość jak wodę.
17Wykażę ci, tylko mnie posłuchaj; opowiem ci, co widziałem;
18Co mądrzy powiedzieli, a nie zataili, co mieli od przodków swoich;
19Im samym dana była ziemia i żaden obcy nie przeszedł wśród nich.
20Niegodziwy żyje w udręce przez wszystkie swoje dni i niewiele lat wyznaczono ciemięzcy.
21Głos przerażenia brzmi w jego uszach, że w czasie pokoju napadnie go niszczyciel.
22Nie wierzy, że miałby wrócić z ciemności, obawia się zewsząd miecza.
23Tuła się za chlebem, pytając, gdzie go znaleźć. Wie, że dzień ciemności został dla niego przygotowany.
24Przeraża go utrapienie i ucisk; wzmocnią się przeciwko niemu jak król gotowy do boju.
25Wyciągnął bowiem swą rękę przeciw Bogu, przeciwko Wszechmocnemu się umocnił.
26Naciera na niego, na jego szyję, która jest okryta pod gęstymi grzbietami jego tarcz.
27Swoją twarz kryje bowiem w tłuszczu, a jego tusza zaokrągliła się na lędźwiach.
28Mieszka w opustoszałych miastach i domach, w których nikt nie przebywa, które niebawem staną się ruiną.
29Nie wzbogaci się i nie przetrwa jego majątek ani jego doskonałość nie rozszerzy się na ziemi.
30Nie wyjdzie z ciemności, płomień ususzy jego latorośle, a zginie od tchnienia jego ust.
31Niech złudzony nie ufa marności, gdyż marność będzie jego zapłatą.
32Przed wypełnieniem jego dni nastąpi, a jego gałązka nie zakwitnie.
33Jak winna latorośl utraci swoje niedojrzałe grona, jak oliwka zrzuci swój kwiat.
34Zgromadzenie obłudników będzie bowiem spustoszone, a ogień strawi namioty przekupstwa.
35Poczęli krzywdę i urodzili nieprawość, a ich łono przygotowuje oszustwo.
161Wtedy Hiob odpowiedział:
2Słyszałem wiele takich rzeczy; wy wszyscy jesteście przykrymi pocieszycielami.
3Kiedy będzie koniec tych próżnych słów? Albo co cię skłania do tego, że tak odpowiadasz?
4Ja także mógłbym mówić jak wy; gdybyście byli w moim położeniu, mógłbym nagromadzić słów przeciwko wam i potrząsać głową nad wami.
5Ja jednak pokrzepiałbym was swoimi ustami i poruszanie moich warg ulżyłoby waszym cierpieniom.
6Ale jeśli będę mówił, mojemu bólowi to nie ulży, a jeśli przestanę, czyż opuści mnie?
7A teraz zmęczył mnie. Spustoszyłeś całe moje zgromadzenie.
8Pomarszczyłeś mnie na świadectwo, a moje wychudzenie powstaje i świadczy przeciwko mnie w twarz.
9Jego gniew mnie porwał, nienawidzi mnie; zgrzyta na mnie zębami. Mój wróg przeszywa mnie wzrokiem.
10Otworzyli na mnie swe usta; znieważając, bili mnie po policzkach; zebrali się razem przeciwko mnie.
11Bóg wydał mnie przewrotnemu, oddał mnie w ręce niegodziwych.
12Żyłem w spokoju, ale on mnie pokruszył; chwycił mnie za kark, roztrzaskał i postawił sobie za cel.
13Otoczyli mnie jego strzelcy; przeszywa moje nerki, a nie oszczędził; wylał na ziemię moją żółć.
14Rozbija mnie, ranę za raną; naciera na mnie jak olbrzym.
15Uszyłem wór na swoją skórę i prochem zbezcześciłem swój róg.
16Moja twarz jest czerwona od płaczu i na moich powiekach jest cień śmierci.
17Chociaż nie ma żadnej krzywdy na moich rękach, a moja modlitwa jest czysta.
18Ziemio, nie zakrywaj mojej krwi i niech moje wołanie nie znajdzie miejsca!
19Oto teraz mój świadek jest w niebie, mój obrońca na wysokości.
20Moi przyjaciele szydzą ze mnie, ale moje oko wylewa łzy ku Bogu.
21Oby ktoś spierał się z Bogiem o człowieka jak człowiek spiera się o swego bliźniego!
22Upłynie bowiem niewiele lat, a pójdę ścieżką, skąd nie powrócę.
171Mój oddech jest skażony, moje dni gasną, groby na mnie czekają.
2Czy nie szydercy są przy mnie? Czy moje oko nie czuwa przez ich zniewagi?
3Złóż więc zastaw za mnie u siebie. Któż jest ten, który za mnie poręczy?
4Ich serce bowiem ukryłeś przed zrozumieniem, dlatego ich nie wywyższysz.
5Kto pochlebia przyjaciołom, tego dzieciom zgasną oczy.
6Uczynił mnie tematem przysłowia wśród ludzi i pośmiewiskiem przed nimi.
7Moje oko zaćmiło się od smutku, a wszystkie moje członki są jak cień.
8Prawi zdumieją się nad tym, a niewinny powstanie przeciwko obłudnikowi.
9Sprawiedliwy będzie trwał przy swojej drodze, a kto ma czyste ręce, nabierze siły.
10Lecz wy wszyscy zawróćcie i przyjdźcie; bo mądrego wśród was nie znajduję.
11Moje dni przeminęły, rozwiały się moje zamiary, myśli mego serca.
12Noc zamieniają w dzień, światłość skraca się z powodu ciemności.
13Gdybym czegoś oczekiwał, grób będzie moim domem, w ciemności rozłożyłem swoje posłanie.
14Powiedziałem do zniszczenia: Jesteś moim ojcem, a robactwu: Moja matko i moja siostro.
15Gdzie jest więc teraz moja nadzieja? Kto zobaczy moją nadzieję?
16Zstąpią do zasuw grobu, gdy razem odpoczniemy w prochu.
181Wtedy Bildad z Szuach odpowiedział:
2Kiedy wreszcie położycie kres tym słowom? Pomyślcie, potem będziemy mówić.
3Czemu uważacie nas za bydło? Czemu jesteśmy obrzydliwi w waszych oczach?
4Ty, który szarpiesz gniewem swą duszę – czy z twojego powodu będzie opuszczona ziemia i skały będą przesunięte ze swego miejsca?
5Tak, światło niegodziwych zgaśnie, a iskra jego ognia już nie zaświeci.
6Światło jego przybytku się zaćmi i jego pochodnia nad nim zagaśnie.
7Kroki jego siły będą skrępowane, jego własna rada powali go.
8Jego nogi bowiem zawiodą go w sieć, chodzi po sidłach.
9Sidło uchwyci go za piętę i przemoże go łupieżca.
10Sidło dla niego ukryte jest w ziemi, a pułapka na niego – na drodze.
11Zewsząd będą go przerażać strachy, ścigają go na każdym kroku.
12Głód osłabi jego siły i zniszczenie będzie czyhało u jego boku.
13Pożre żyły jego skóry, pierworodny śmierci pożre jego członki.
14Jego ufność będzie wykorzeniona z jego namiotu i zostanie on przyprowadzony do króla strachów.
15Strach będzie mieszkał w jego namiocie, bo ten nie należy do niego; jego mieszkanie będzie posypane siarką.
16Od spodu uschną jego korzenie, a z wierzchu będzie obcięta jego gałąź.
17Pamięć o nim zginie z ziemi, a jego imienia nie wspomną na ulicach.
18Wypędzą go ze światła do ciemności i wyrzucą go z okręgu świata.
19Nie będzie miał syna ani wnuka pośród swego ludu i nikt nie pozostanie w jego mieszkaniach.
20Ci, którzy przyjdą po nim, osłupieją na jego dzień, tak jak poprzednich ogarnął strach.
21Takie są mieszkania niegodziwych i takie jest miejsce tego, który nie zna Boga.
191Wtedy Hiob odpowiedział:
2Jak długo będziecie dręczyć moją duszę i miażdżyć mnie słowami?
3Już dziesięć razy znieważyliście mnie. Nie wstyd wam, że tak się znęcacie nade mną?
4A niech tak będzie, że zbłądziłem, błąd zostaje po mojej stronie.
5A jeśli rzeczywiście chcecie się wynosić nade mną i dowodzić mi mojej hańby;
6Wiedzcie, że to Bóg mnie powalił i swoją siecią mnie otoczył.
7Oto wołam o krzywdę, ale nikt nie słucha; krzyczę, ale nie ma sądu.
8Zagrodził mi drogę, abym nie mógł przejść, i na moich ścieżkach rozpostarł ciemność.
9Odarł mnie z mojej chwały i zdjął koronę z mojej głowy.
10Zniszczył mnie ze wszystkich stron i ginę; moją nadzieję wyrwał jak drzewo.
11Zapłonął przeciwko mnie swoim gniewem i uważa mnie za swego wroga.
12Przyszły razem jego oddziały, utorowały przeciw mnie swoją drogę i rozbiły obóz dokoła mojego namiotu. 13Moich braci oddalił ode mnie, a moi znajomi ode mnie stronią. 14Opuścili mnie moi bliscy, a moi przyjaciele o mnie zapomnieli.
15Przebywający w moim domu i moje służące uważają mnie za obcego. Stałem się cudzoziemcem w ich oczach.
16Wołałem na swego sługę, ale on się nie odzywa, chociaż go błagam swoimi ustami.
17Moim oddechem brzydzi się moja żona, choć błagam ze względu na synów z mojego ciała.
18Nawet małe dzieci mną gardzą; gdy powstaję, urągają mi.
19Brzydzą się mną wszyscy moi najbliżsi; ci, których kocham, stanęli przeciw mnie.
20Moje kości przylgnęły do mojej skóry i do mego ciała; pozostała tylko skóra wokół zębów.
21Zlitujcie się nade mną, zlitujcie się nade mną, moi przyjaciele, bo ręka Boża mnie dotknęła.
22Czemu mnie prześladujecie jak Bóg? Czy nie dość wam mojego ciała?
23Oby teraz zostały zapisane moje słowa! Oby je w księdze utrwalono!
24Oby rylcem z żelaza i ołowiem zostały na wieczną pamiątkę wyryte na skale!
25Wiem bowiem, że mój Odkupiciel żyje i że w ostateczny dzień stanie na ziemi.
26A choć moja skóra się rozłoży, to w swoim ciele ujrzę Boga.
27Ujrzę go ja sam, ujrzą go moje oczy, a nie kto inny, choć moje nerki zniszczały w moim wnętrzu.
28Powinniście mówić: Czemu go prześladujemy? Gdyż we mnie znajduje się korzeń sprawy.
29Wy sami lękajcie się miecza, bo gniew za nieprawość sprowadza miecz, abyście wiedzieli, że jest sąd.
201Wtedy Sofar z Naama odpowiedział:
2Dlatego moje myśli skłaniają mnie do odpowiedzi i z tego powodu mówię pośpiesznie.
3Słuchałem obraźliwego upomnienia i duch mojego zrozumienia podsuwa mi odpowiedź:
4Czy nie wiesz, że od wieków, odkąd człowieka postawiono na ziemi;
5Radość niegodziwych jest krótka, a wesołość obłudnika trwa okamgnienie?
6Choćby jego wyniosłość sięgała aż do niebios, a jego głowa – do obłoków;
7To jednak zginie on na wieki jak jego własny gnój, a ci, którzy go widzieli, powiedzą: Gdzie on się podział?
8Uleci jak sen i nie znajdą go; ucieknie jak nocne widzenie.
9Oko, które go widziało, nie zobaczy go więcej, i już nie ujrzy go jego miejsce.
10Jego synowie będą się korzyć przed ubogim, jego ręce zwrócą swe bogactwo.
11Jego kości są pełne grzechów jego młodości, razem z nim spoczną w prochu.
12A choć zło jest słodkie w jego ustach i zataja je pod swoim językiem;
13Chociaż rozkoszuje się nim i nie opuszcza go, zatrzymując je na swoim podniebieniu;
14To jednak jego pokarm we wnętrznościach przemienia się, staje się żółcią żmii w jego wnętrzu.
15Połknął bogactwa i zwróci je; Bóg je wyrzuci z jego brzucha.
16Będzie ssał jad żmii, zabije go język węża.
17Nie zobaczy rzek, potoków, strumieni miodu ani masła.
18Zwróci swój zysk i nie połknie go; i choć znowu zdobędzie wielki majątek, nie ucieszy się z niego.
19Bo uciskał i opuszczał ubogich, przemocą zabrał dom, którego nie zbudował.
20Dlatego nie zazna pokoju w swoim wnętrzu, nie zatrzyma tego, czego pragnął.
21Z jego pokarmów nic nie zostanie, nie rozmnożą się jego dobra.
22Mimo obfitości jego dostatku dosięgnie go bieda. Wszelka ręka nikczemnych uderzy na niego.
23Gdy będzie miał czym napełnić swój brzuch, Bóg ześle na niego zapalczywość swego gniewu, wyleje na niego i na jego pokarmy.
24Gdy będzie uciekał przed żelazną bronią, przebije go łuk spiżowy.
25Wyjęta będzie strzała z grzbietu, a grot przeszyje jego wątrobę; ogarnie go strach.
26Wszelka ciemność zaczai się w jego kryjówkach. Pożre go ogień niewzniecony, a ten, kto pozostał w jego przybytku, będzie udręczony.
27Niebo odkryje jego nieprawość, a ziemia powstanie przeciwko niemu.
28Dobytek jego domu przepadnie, jego dobra rozpłyną się w dniu Bożego gniewu.
29Taki jest dział Boga dla niegodziwego i dziedzictwo przeznaczone mu przez Boga.
211Wtedy Hiob odpowiedział:
2Słuchajcie uważnie moich słów, a to będzie dla mnie wasza pociecha.
3Pozwólcie mi mówić, a potem, gdy powiem, naśmiewajcie się ze mnie.
4Czy swoją skargę kieruję do człowieka? A jeśli tak, to dlaczego mój duch nie miałby być wzburzony?
5Spójrzcie na mnie, zdumiewajcie się i połóżcie rękę na swoje usta.
6Gdy tylko sobie przypomnę, jestem przerażony i strach ogarnia moje ciało.
7Czemu niegodziwi żyją, starzeją się, a nawet wzrastają w bogactwie?
8Ich potomstwo utrwala się przed nimi, a ich rodzina wzrasta na ich oczach.
9Ich domy są bezpieczne, bez strachu i nie dotyka ich rózga Boga.
10Ich byk zapładnia i nie zawodzi, ich krowa cieli się i nie roni.
11Wypuszczają swe malutkie dzieci jak trzodę, a ich synowie podskakują.
12Chwytają za bęben i harfę i weselą się przy dźwięku fletu.
13Spędzają swoje dni w dobrobycie, a w mgnieniu oka zstępują do grobu.
14Dlatego mówią do Boga: Odejdź od nas, bo nie chcemy poznać twoich dróg.
15Kim jest Wszechmocny, abyśmy mieli mu służyć? Cóż nam pomoże to, że będziemy się modlić do niego?
16Oto ich dobra nie są w ich rękach. Rada niegodziwych daleka jest ode mnie.
17Jak często gaśnie pochodnia niegodziwych? Jak często przychodzi na nich zguba? Bóg im wydziela cierpienie w swoim gniewie.
18Są jak słoma na wietrze i jak plewa, którą wicher porywa.
19Bóg zachowuje jego nieprawość dla jego synów; odpłaca mu, aby to poczuł.
20Jego oczy ujrzą jego nieszczęście i będzie pił z gniewu Wszechmocnego.
21Jaką bowiem ma on rozkosz w swoim domu, po swojej śmierci, gdy liczba jego miesięcy zostanie skrócona?
22Czy ktoś może uczyć Boga wiedzy, wiedząc, że on sam sądzi najwyższych?
23Jeden umiera w pełni swoich sił, bezpieczny ze wszystkich stron i spokojny;
24Jego piersi są pełne mleka, a jego kości zwilża szpik.
25Drugi zaś umiera w goryczy ducha i nigdy nie jadał z uciechą.
26Razem będą leżeć w prochu i okryją ich robaki.
27Oto znam wasze myśli i zamiary, jakie przeciwko mnie złośliwie obmyślacie.
28Mówicie bowiem: Gdzie jest dom księcia? A gdzie mieszkanie niegodziwych?
29Czy nie pytaliście podróżnych? Czy nie chcecie poznać ich znaków;
30Że niegodziwy jest zachowany na dzień zatracenia? Zostanie przyprowadzony na dzień gniewu.
31Któż mu wypomni w oczy jego drogę? A kto mu odpłaci za to, co uczynił?
32Zaprowadzą go do grobu i zostanie w grobowcu.
33Słodkie mu będą bryły ziemi z doliny i pociągnie za sobą wszystkich ludzi; a ci, którzy szli przed nim, są niezliczeni.
34Czemu więc daremnie mnie pocieszacie, skoro w waszych odpowiedziach pozostaje fałsz?
221Wtedy Elifaz z Temanu odpowiedział:
2Czy człowiek może być użyteczny dla Boga? Mądry jest raczej użyteczny dla samego siebie.
3Czy Wszechmocny ma upodobanie w tym, że jesteś sprawiedliwy? Czy ma zysk z tego, że doskonalisz swoje drogi?
4Czy będzie cię karać z powodu strachu przed tobą? Czy stawia cię przed sądem?
5Czy twoja niegodziwość nie jest wielka i twoje nieprawości nie mają końca?
6Brałeś bowiem zastaw od swoich braci bez powodu i nagich z szat obdzierałeś.
7Nie podałeś wody zmęczonemu, a głodnemu odmówiłeś chleba.
8Ale możnemu dałeś ziemię, a poważany mieszkał w niej.
9Wdowy odprawiłeś z niczym, a sierotom połamałeś ramiona.
10Dlatego ogarnęły cię sidła, a trwoży cię nagły strach;
11Lub ogarnęła cię ciemność, bo nie widzisz, a wezbrane wody okryły cię.
12Czy Bóg nie jest na wysokości niebios? Spójrz na najwyższe gwiazdy, jakże są wysoko!
13A ty mówisz: Cóż Bóg wie? Czy przez chmury będzie sądził?
14Obłoki są jego zasłoną, więc nie widzi, po okręgu niebios się przechadza.
15Czy zwróciłeś uwagę na stare ścieżki, którymi kroczyli niegodziwcy?
16Oni zostali wykorzenieni przed czasem, powódź zalała ich fundamenty.
17Mówili Bogu: Odejdź od nas. Cóż może im uczynić Wszechmogący?
18Przecież napełnił ich domy dobrem. Ale rada niegodziwych jest daleka ode mnie.
19Widzą to sprawiedliwi i cieszą się, a niewinny naśmiewa się z nich.
20Nasz dobytek bowiem nie zostaje zniszczony, lecz ich resztkę pochłonął ogień.
21Zapoznaj się z nim i zawrzyj z nim pokój, bo będzie ci się szczęściło.
22Przyjmij, proszę, prawo z jego ust i złóż jego słowa w swoim sercu.
23Jeśli się nawrócisz do Wszechmocnego, zostaniesz odbudowany i oddalisz nieprawość od swego namiotu.
24Wtedy zgromadzisz złota jak prochu, a złota z Ofiru jak kamienia z potoku.
25Wszechmocny będzie twoim złotem, srebrem i twoją siłą.
26Wtedy będziesz się rozkoszować we Wszechmocnym i podniesiesz do Boga swoje oblicze.
27Będziesz się modlił do niego, a on cię wysłucha, a ty wypełnisz swoje śluby.
28Cokolwiek postanowisz, to ci się spełni, a na twoich drogach rozbłyśnie światłość.
29Gdy inni będą upokorzeni, ty powiesz: Będzie wywyższenie, bo Bóg zbawia pokornego.
30Wybawi także tego, który nie jest bez winy, a zostanie wybawiony dzięki czystości twoich rąk.
231Wtedy Hiob odpowiedział:
2Również dziś moja skarga jest gorzka, choć moje nieszczęście jest cięższe niż moje jęki.
3O gdybym wiedział, gdzie mógłbym go znaleźć, udałbym się aż do jego tronu.
4Przedstawiłbym mu swoją sprawę, a moje usta napełniłbym dowodami;
5Poznałbym słowa jego odpowiedzi i zrozumiałbym, co chce mi powiedzieć.
6Czy w swojej wielkiej mocy będzie się spierał ze mną? Nie, raczej sam doda mi siły.
7Tam człowiek prawy rozprawiałby z nim, a ja na zawsze byłbym wolny od mojego sędziego.
8Ale oto idę prosto, a jego nie ma; cofam się, a nie dostrzegam go.
9Idę w lewo, gdzie on działa, a nie oglądam go; idę na prawo, a nie widzę go.
10Gdyż on zna drogę, którą kroczę; kiedy mnie doświadczy, wyjdę jak złoto.
11Moja noga trzymała się jego śladu, przestrzegałem jego drogi i nie zbaczałem z niej.
12Od przykazania jego ust nie odchodziłem; ceniłem słowa jego ust bardziej niż mój własny pokarm.
13Lecz on jest niezmienny, któż go odwróci? Czego bowiem jego dusza zapragnie, to uczyni;
14Bo on wykona, co postanowił o mnie; u niego jest wiele takich przykładów.
15Dlatego drżę przed jego obliczem; gdy to rozważam, lękam się go.
16Bóg osłabił moje serce, Wszechmocny mnie zatrwożył.
17O mało bowiem nie zginąłem od ciemności, nie zakrył mroku przed moim obliczem.
241Czemu, skoro od Wszechmocnego nie są zakryte czasy, ci, którzy go znają, nie widzą jego dni?
2Niektórzy przesuwają granice, zabierają trzody i pasą je.
3Osła sierot pędzą i wołu wdowy biorą w zastaw.
4Spychają z drogi ubogich, biedni ziemi muszą się kryć razem.
5Oto jak dzikie osły na pustyni wychodzą oni do swojej pracy, wstając rano na łup. Pustynia wydaje chleb dla nich oraz ich dzieci.
6Na polu żną zboże i zbierają grona w winnicy niegodziwych.
7Nagich zmuszają nocować bez ubrania, tak że nie mają czym się nakryć w czasie chłodów;
8Przemoczeni ulewą górską, bez schronienia przytulają się do skały.
9Odrywają od piersi sieroty, od ubogiego biorą zastaw.
10Nagiego zmuszają do chodzenia bez ubrania, a głodnym zabierają snopy.
11A ci, którzy pośród ich murów wyciskają oliwę i tłoczą w prasach, są spragnieni.
12Ludzie w mieście wzdychają, dusze śmiertelnie rannych wołają, a Bóg im w tym nie przeszkadza.
13To są ci, którzy się sprzeciwiają światłości, nie znają jej dróg ani nie trwają na jej ścieżkach.
14Morderca wstaje przed świtem i zabija ubogiego i potrzebującego, a w nocy jest jak złodziej.
15Oko cudzołożnika czeka na zmierzch, mówiąc: Nikt mnie nie zobaczy, i zakrywa on swoje oblicze.
16W ciemności podkopują domy, które sobie za dnia oznaczyli, nie znają światła.
17Dla nich bowiem poranek jest jak cień śmierci. Jeśli ktoś ich rozpozna, ogarnia ich strach cienia śmierci.
18Lekko unoszą się na wodach, przeklęty jest ich dział na ziemi, nie patrzą na drogę do winnic.
19Jak susza i upał trawią wody śniegu, tak grób trawi grzeszników.
20Zapomni o nim łono jego matki, a robak będzie się nim karmić jak słodycz; nikt go więcej nie wspomni, a nieprawość zostanie połamana jak drzewo.
21Dręczy niepłodną, która nie rodziła, a wdowie nie czyni dobra.
22Pociąga też mocarzy swoją siłą; gdy powstaje, nikt nie jest pewien swego życia.
23Dano mu, że może oprzeć się bezpiecznie; jego oczy jednak patrzą na ich drogi.
24Na chwilę zostali wywyższeni, ale już ich nie ma; zostali poniżeni i ściśnieni jak wszyscy inni, a jak wierzch kłosa zostaną wycięci.
25A jeśli tak nie jest, kto mi udowodni kłamstwo i obróci wniwecz moje słowa?
251Wtedy Bildad z Szuach odpowiedział:
2Przy nim jest panowanie i strach, on czyni pokój na swoich wysokościach.
3Czy można zliczyć jego wojska? A nad kim nie wschodzi jego światło?
4Jak więc może człowiek być usprawiedliwiony przed Bogiem? Albo jak może być czysty ten, kto się urodził z kobiety?
5Oto nawet księżyc nie świeci i gwiazdy nie są czyste w jego oczach;
6Tym bardziej człowiek, który jest robakiem, i syn człowieczy, który jest czerwiem.
261A Hiob tak odpowiedział:
2Jakże uratowałeś tego, który nie ma mocy? Jakże wybawiłeś ramię, które nie ma siły?
3Jakże doradziłeś temu, który nie ma mądrości? Jakże dokładnie nauczyłeś tej sprawy?
4Komu powiedziałeś te słowa? Czyj to duch wyszedł od ciebie?
5Rzeczy martwe rodzą się pod wodami oraz ich mieszkańcy.
6Piekło jest odkryte przed nim i zatracenie nie ma przykrycia.
7Rozciągnął północ nad pustym miejscem i ziemię zawiesił na niczym.
8Zawiązuje wody w swoich obłokach, a obłok nie pęka pod nimi.
9Zatrzymuje widok swego tronu, rozciąga nad nim swój obłok.
10Wodom nakreślił granice, aż nastąpi koniec światłości i ciemności.
11Filary niebios trzęsą się i zdumiewają się jego gromem.
12Swoją mocą dzieli morze, a swoją roztropnością uśmierza jego nawałnicę.
13Swoim duchem przyozdobił niebiosa, a jego ręka stworzyła pokrzywionego węża.
14Oto tylko cząstka jego dróg, ale jakże mało o nim słyszymy! A kto pojmie grzmot jego wielkiej potęgi?
271Hiob ciągnął dalej swoją odpowiedź:
2Jak żyje Bóg, który odrzucił mój sąd, i Wszechmocny, który rozgoryczył moją duszę;
3Dopóki jest we mnie tchnienie i duch Boży w moich nozdrzach;
4Moje wargi nie będą mówiły niegodziwości, a mój język nie wypowie fałszu.
5Nie daj Boże, abym miał was usprawiedliwiać; do śmierci nie odstąpię od swej niewinności.
6Będę trzymał się swojej sprawiedliwości i nie puszczę jej; moje serce nie oskarży mnie, póki żyję.
7Niech mój wróg będzie jak niegodziwiec, a ten, który powstaje przeciwko mnie, jak niesprawiedliwy.
8Jaka bowiem jest nadzieja obłudnika, choćby zysk osiągnął, gdy Bóg zabiera mu duszę?
9Czy Bóg usłyszy jego wołanie, gdy spadnie na niego nieszczęście?
10Czy będzie się rozkoszować Wszechmocnym? Czy będzie wciąż wzywał Boga?
11Pouczę was, będąc w ręce Boga, nie zataję niczego o Wszechmocnym.
12Oto wy wszyscy to widzicie; po co więc te próżne słowa?
13Taki jest dział niegodziwca u Boga i takie dziedzictwo, które otrzymają od Wszechmocnego ciemięzcy.
14Jeśli rozmnożą się jego synowie, pójdą pod miecz; a jego potomstwo nie nasyci się chlebem.
15Ci, którzy po nim pozostaną, będą pogrzebani w śmierci, a jego wdowy nie będą go opłakiwały;
16Choćby nagromadził srebra jak prochu i przygotował sobie szat jak gliny;
17To choć je przygotuje, włoży je sprawiedliwy, a niewinny będzie dzielić srebro.
18Zbuduje swój dom jak mól, jak szałas, który stawia stróż.
19Bogaty zaśnie, a nie będzie pogrzebany; otworzy oczy, ale już go nie ma.
20Ogarnie go strach jak wody, w nocy porwie go wicher.
21Uniesie go wiatr wschodni, a odejdzie; bo wicher wyrwie go z jego miejsca.
22To bowiem Bóg rzuci na niego i nie oszczędzi go, choć bardzo chciał uciekać przed jego ręką.
23Będą klaskać nad nim w dłonie i wygwizdywać go z jego miejsca.
281Doprawdy, istnieją złoża, z których pochodzi srebro, i miejsca, gdzie złoto się oczyszcza.
2Żelazo się wydobywa z ziemi, a miedź wytapia z kamienia.
3Kładzie się kres ciemności i przeszukuje się wszystko dokładnie, kamienie leżące w ciemności i cieniu śmierci.
4Rzeka wyleje ze swego miejsca, tak że nie sposób ją przejść, zostaje jednak zahamowana przemysłem człowieka i odchodzi.
5Z ziemi pochodzi chleb, lecz pod nią zamienia się jakby w ogień.
6Jej kamienie zawierają szafiry i piasek złoty;
7Ścieżki do nich nie zna ptak ani nie widziało jej oko sępa.
8Nie kroczą po niej dzikie zwierzęta ani lew nią nie przeszedł.
9Wyciąga swą rękę po krzemień, wywraca góry od korzenia;
10Ze skał wykuwa strumienie, a jego oko wypatruje każdej kosztownej rzeczy.
11Nie pozwala rozlewać się rzekom, a ukryte rzeczy wywodzi na światło.
12Ale gdzie można znaleźć mądrość? Gdzie znajduje się miejsce rozumu?
13Człowiek nie zna jej ceny ani nie można jej znaleźć w ziemi żyjących.
14Głębia mówi: Nie ma jej we mnie. Morze powiada: U mnie też jej nie ma.
15Nie nabywa się jej za szczere złoto ani nie odważa się zapłaty za nią w srebrze.
16Nie można jej wycenić w złocie z Ofiru ani w onyksie drogocennym, ani w szafirze.
17Złoto i kryształ nie dorównają jej, nie można jej wymienić na klejnoty z czystego złota.
18Nie wypada wspominać o koralach i perłach, bo nabycie mądrości przewyższa perły.
19Nie dorówna jej topaz z Etiopii i nie można jej wycenić w szczerym złocie.
20Skąd więc mądrość pochodzi? I gdzie znajduje się miejsce rozumu?
21Przecież jest zakryta dla oczu wszystkich żyjących i utajona przed ptactwem niebieskim.
22Zniszczenie i śmierć mówią: Własnymi uszami usłyszałyśmy o jej sławie.
23Bóg rozumie jej drogę, on zna jej miejsce.
24On bowiem patrzy na krańce ziemi i widzi wszystko, co jest pod niebem.
25Określił wagę wiatrom i odważył miarą wody.
26Gdy ustanowił prawo dla deszczu i drogę dla błyskawicy gromu;
27Wtedy ją widział i ogłosił; przygotował ją i przebadał.
28A do człowieka powiedział: Oto bojaźń Pana, ona jest mądrością, a odstąpienie od zła jest rozumem.
291Hiob ciągnął swoją przypowieść i mówił:
2Obym był taki jak za dawnych miesięcy, za tych dni, w których Bóg mnie strzegł;
3Gdy jego pochodnia świeciła nad moją głową, a przy jego świetle przechodziłem w ciemności;
4Taki, jaki byłem za dni swojej młodości, gdy tajemnica Boga pozostawała nad moim namiotem;
5Gdy Wszechmocny był jeszcze ze mną i otaczały mnie moje dzieci;
6Gdy moje ścieżki opływały w masło, a opoka wylewała mi źródła oliwy;
7Gdy wychodziłem do bramy przez miasto i na rynku przygotowałem sobie miejsce.
8Widząc mnie, młodzi ukrywali się, a starcy podnosili się i stali.
9Książęta przestawali mówić i kładli rękę na swoich ustach.
10Głos dostojników cichł, a ich język przylegał im do podniebienia.
11Ucho, które mnie słyszało, błogosławiło mnie, a oko, które mnie widziało, dawało o mnie świadectwo;
12Bo wybawiałem ubogiego, gdy wołał, sierotę oraz tego, który nie miał pomocnika.
13Błogosławieństwo ginącego przychodziło do mnie, a serce wdowy radowałem.
14Przyoblekłem się w sprawiedliwość i ona mnie okryła. Mój sąd był jak płaszcz i korona.
15Byłem oczami dla ślepego, a nogami dla chromego.
16Byłem ojcem ubogich, a sprawę, której nie znałem, badałem.
17I kruszyłem szczękę niegodziwca, a z jego zębów wydzierałem łup.
18Dlatego powiedziałem: Umrę w swoim gnieździe, rozmnożę swoje dni jak piasek.
19Mój korzeń rozciągnął się przy wodach, a rosa trwała całą noc na moich gałązkach.
20Moja chwała odświeżała się we mnie, a mój łuk odnowił się w mojej ręce.
21Słuchali mnie i oczekiwali, przyjmowali moją radę w milczeniu.
22Po moich słowach już nie mówili, moja mowa kropiła na nich.
23Oczekiwali mnie jak deszczu, otwierali swe usta jak na późny deszcz.
24Jeśli się śmiałem do nich, nie wierzyli, a światła mojej twarzy nie odrzucali.
25Wytyczałem im drogę, siadałem na czele i przybywałem jak król wśród wojska, jak ten, który smutnych pociesza.
301Ale teraz śmieją się ze mnie młodsi ode mnie, ci, których ojców nie uznałbym za godnych, by postawić ich z psami swojej trzody.
2Na cóż by mi się przydała siła ich rąk, u których zginęła starość?
3Byli samotni z powodu niedostatku i głodu i uciekali na pustkowie ciemne, jałowe i spustoszone.
4Zrywają sobie malwę przy krzakach i korzenie jałowcowe na pokarm.
5Wygnano ich spośród ludzi, wołano za nimi jak za złodziejem;
6Tak że musieli mieszkać w rozpadlinach dolin, w jaskiniach podziemnych i skałach.
7Między krzakami ryczeli, gromadzili się pod pokrzywami.
8To byli synowie ludzi wzgardzonych i synowie ludzi nikczemnych, podlejsi niż proch ziemi.
9Ale teraz jestem tematem ich pieśni, stałem się tematem ich przysłowia.
10Brzydzą się mną i oddalają się ode mnie, nie wstydzą się pluć mi w twarz.
11A ponieważ on rozluźnił mój sznur i upokorzył mnie, oni też rzucili przede mnie wędzidło.
12Po mojej prawicy powstają młodzieńcy, odtrącają moje nogi i torują przeciwko mnie swoje drogi zguby.
13Popsuli moją ścieżkę i przyczynili się do mojej nędzy, a nie mają pomocnika.
14Napadli na mnie niczym przez szeroki wyłom i wśród spustoszenia nacierali na mnie.
15Strach obrócił się przeciwko mnie, ściga moją duszę jak wiatr. Moje szczęście przemija jak chmura.
16A teraz rozpływa się we mnie moja dusza, ogarnęły mnie dni cierpienia;
17W nocy ból przeszywa moje kości, a moje żyły nie mają odpoczynku.
18Z powodu wielkiego cierpienia zmieniła się moja szata i ściska mnie jak kołnierz mej tuniki.
19Wrzucił mnie w błoto, stałem się podobny do prochu i popiołu.
20Wołam do ciebie, ale nie słuchasz mnie; staję, a na mnie nie patrzysz.
21Stałeś się dla mnie okrutny, sprzeciwiasz mi się swoją mocną ręką.
22Unosisz mnie na wietrze i wsadzasz mnie na niego, a rozwiewasz mój dobytek.
23Wiem bowiem, że wydasz mnie na śmierć i do domu przeznaczonego dla wszystkich żyjących.
24Do grobu jednak nie ściągnie swej ręki, choćby wołali, gdy będzie niszczyć.
25Czy nie płakałem nad strapionym? Czy moja dusza nie smuciła się nad ubogim?
26Gdy oczekiwałem dobra, oto przyszło zło; a gdy spodziewałem się światła, przyszła ciemność.
27Moje wnętrze zawrzało i nie uspokoiło się; zaskoczyły mnie dni utrapienia.
28Chodzę sczerniały, ale nie od słońca; powstaję i wołam w zgromadzeniu.
29Stałem się bratem smoków, a towarzyszem młodych strusiów.
30Moja skóra poczerniała na mnie i moje kości są spalone od gorączki.
31Moja harfa zamieniła się w lament, a mój flet – w głos płaczących.
311Zawarłem przymierze ze swoimi oczami; jak mógłbym więc myśleć o pannie?
2Jaki bowiem byłby dział od Boga z góry? I jakie byłoby dziedzictwo od Wszechmocnego z wysoka?
3Czy zatracenie nie jest przygotowane dla niegodziwych i sroga pomsta dla czyniących nieprawość?
4Czyż on nie widzi moich dróg i nie liczy wszystkich moich kroków?
5Jeśli postępowałem kłamliwie, jeśli moja noga spieszyła się do oszustwa;
6To niech zważy mnie na wadze sprawiedliwej i niech Bóg pozna moją prawość.
7Jeśli moja noga zboczyła z drogi i moje serce poszło za moimi oczami, i jeśli jakaś zmaza przylgnęła do moich rąk;
8Wtedy niech ja sieję, a inny spożywa, niech moje latorośle będą wykorzenione.
9Jeśli moje serce uwiodła kobieta i jeśli czyhałem pod drzwiami swego bliźniego;
10To niech moja żona mieli innemu i niech inni się nad nią schylają.
11Jest to bowiem haniebny czyn, karygodna nieprawość;
12To jest ogień, który pożera aż do zatracenia i może wykorzenić cały mój dobytek.
13Jeśli zlekceważyłem sprawę swojego sługi albo swojej służącej, gdy wiedli spór ze mną;
14Co zrobię, gdy Bóg powstanie? Gdy mnie nawiedzi, co mu odpowiem?
15Czy ten, który mnie stworzył w łonie, nie stworzył też jego? Czy nie on jeden ukształtował nas w łonie?
16Jeśli odmówiłem prośbie ubogich i jeśli zasmuciłem oczy wdowy;
17Jeśli sam jadłem swoją kromkę i nie jadła z niej sierota;
18(Od swojej młodości bowiem wychowywałem ją jak ojciec, a od łona swojej matki prowadziłem wdowę);
19Jeśli widziałem ginącego z powodu braku ubrania albo biedaka bez okrycia;
20Jeśli jego biodra nie błogosławiły mi dlatego, że się zagrzał wełną moich owiec;
21Jeśli podniosłem rękę przeciwko sierocie, gdy widziałem w bramie swoją pomoc;
22Wtedy niech odpadnie mój bark od karku, a niech moje ramię wyjdzie ze stawu.
23Bałem się bowiem klęski od Boga, a przed jego majestatem nie mógłbym się ostać.
24Jeśli pokładałem w złocie swoją nadzieję, a do czystego złota mówiłem: Ty jesteś moją ufnością;
25Jeśli radowałem się ze swojego wielkiego bogactwa i tego, że moja ręka nabyła wiele;
26Jeśli patrzyłem na słońce, gdy świeciło, i na księżyc, gdy sunął wspaniale;
27A moje serce dało się uwieść potajemnie i moje usta całowały moją rękę;
28I to byłaby nieprawość karygodna, bo zaparłbym się Boga z wysoka.
29Jeśli cieszyłem się z upadku tego, który mnie nienawidzi, jeśli wyniosłem się, gdy mu się źle wiodło;
30(Nawet nie pozwoliłem zgrzeszyć swoim ustom, pragnąc przekleństwa na jego duszy);
31Czy ludzie z mojego namiotu nie mówili: Obyśmy mieli z jego mięsa! Nie możemy się najeść.
32Obcy nie nocował na dworze, swoje drzwi otwierałem podróżnemu.
33Jeśli ukrywałem swoje przestępstwa jak Adam i chowałem w zanadrzu swoją nieprawość;
34Czy strach przed wielką zgrają albo pogarda bliskich przeraziły mnie, abym milczał i nie wychodził za drzwi?
35Obym miał kogoś, kto by mnie wysłuchał! Oto moja prośba, aby Wszechmogący odpowiedział mi i aby mój wróg napisał księgę.
36Czy nie nosiłbym jej na swoim ramieniu i nie przywiązałbym jej sobie jak koronę?
37Oznajmiłbym mu liczbę swoich kroków; zbliżyłbym się do niego jak książę.
38Jeśli moja ziemia wołała przeciwko mnie, jeśli razem z nią płakały jej bruzdy;
39Jeśli spożywałem z jej plonów bez zapłaty, jeśli jej właścicieli pozbawiłem życia;
40Niech rosną ciernie zamiast pszenicy i sam kąkol zamiast jęczmienia. Skończyły się słowa Hioba.
321A gdy ci trzej mężczyźni przestali odpowiadać Hiobowi, ponieważ był sprawiedliwy we własnych oczach;
2Wtedy zapłonął gniewem Elihu, syn Barakeela, Buzyta, z rodu Ram; rozgniewał się na Hioba, gdyż usprawiedliwiał siebie bardziej niż Boga.
3Rozpalił się także jego gniew na jego trzech przyjaciół, bo nie znaleźli żadnej odpowiedzi, a jednak potępiali Hioba.
4Elihu czekał, aż Hiob skończy odpowiedź, gdyż oni byli od niego starsi.
5Gdy Elihu zauważył, że w ustach trzech mężczyzn nie ma żadnej odpowiedzi, zapłonął gniewem.
6I Elihu, syn Barakeela, Buzyta, odpowiedział: Ja jestem młody, a wy jesteście starzy, dlatego bałem się i nie śmiałem wyjawić wam swego zdania.
7Myślałem: Niech przemówią dni, a mnogość lat niech uczy mądrości.
8Ale to duch jest w człowieku i tchnienie Wszechmogącego daje rozum.
9Wielcy nie zawsze są mądrzy, a starcy nie zawsze rozumieją sąd.
10Dlatego mówię: Posłuchajcie mnie, ja też wypowiem swoje zdanie.
11Oto czekałem na wasze słowa, przysłuchiwałem się waszym dowodom, gdy przygotowywaliście mowę.
12I przypatrywałem się wam, a oto żaden z was nie przekonał Hioba i nikt nie odpowiedział na jego słowa;
13I nie możecie powiedzieć: Znaleźliśmy mądrość. Sam Bóg go strąca, nie człowiek.
14Nie do mnie skierował swoje słowa, a ja nie odpowiem mu waszymi słowami.
15Zaniepokoili się i już nie odpowiadali; przestali mówić.
16Czekałem, lecz nie mówili, ale stanęli i już nic nie powiedzieli.
17Odpowiem ze swojej strony, wypowiem też swoje zdanie.
18Jestem bowiem pełny słów, mój duch przymusza mnie.
19Oto moje wnętrze jest jak wino, które nie ma ujścia; jak nowe bukłaki zagrożone pęknięciem.
20Będę więc mówić, aby ulżyć sobie; otworzę swoje wargi i odpowiem.
21Nie będę miał względu na nikogo i nikomu nie będę schlebiał.
22Nie umiem bowiem schlebiać, gdyż mój Stwórca wnet by mnie porwał.
331Teraz więc, Hiobie, posłuchaj, proszę, mojej mowy i nadstaw uszu na wszystkie moje słowa.
2Oto teraz otworzyłem swoje usta, a mój język będzie mówił pod podniebieniem.
3Moje słowa pochodzą ze szczerości mego serca, a moje wargi wyraźnie wypowiedzą wiedzę.
4Duch Boży stworzył mnie, tchnienie Wszechmocnego ożywiło mnie.
5Jeśli możesz, odpowiedz mi; przygotuj się i stań przede mną.
6Oto ja, według twoich słów, odpowiem ci za Boga, chociaż też jestem z błota ulepiony.
7Oto mój strach nie zatrwoży cię, a moja ręka nie zaciąży na tobie.
8Ty jednak powiedziałeś mi do uszu, słyszałem dźwięk twoich słów:
9Jestem czysty, bez przestępstwa, jestem niewinny i nie ma we mnie nieprawości.
10Oto on znajduje zarzuty przeciwko mnie i uważa mnie za swego wroga.
11Zakuł moje nogi w dyby, a zważa na wszystkie moje ścieżki.
12Otóż w tym nie jesteś sprawiedliwy. Powiem ci, że Bóg jest większy od człowieka.
13Dlaczego z nim się spierasz? Przecież on nie tłumaczy się z żadnych swoich spraw.
14Bóg bowiem mówi raz i drugi, ale człowiek tego nie dostrzega.
15We śnie, w nocnym widzeniu, gdy twardy sen spada na ludzi, w czasie drzemki na łóżku;
16Wtedy otwiera ucho ludzkie i pieczętuje ich pouczenie;
17Aby odwieść człowieka od złego czynu i zabrać od niego pychę.
18Powstrzymuje jego duszę od dołu, a jego życie chroni przed śmiercią od miecza.
19Każe go też cierpieniem na jego łożu i bólem we wszystkich jego kościach;
20Tak że jego życiu obrzydza chleb, a jego duszy przysmaki.
21Jego ciało niszczeje nie do poznania, a wystają jego kości, które nie były widoczne.
22Jego dusza zbliża się do grobu, a jego życie do niosących śmierć.
23Jeśli będzie przy nim jakiś anioł, pośrednik, jeden z tysiąca, aby oznajmić człowiekowi jego powinność;
24Wtedy zlituje się nad nim i powie: Wybaw go od zejścia do dołu, bo znalazłem okup.
25I jego ciało odzyska dziecięcą świeżość, wróci do dni swojej młodości.
26Będzie się modlił do Boga i on przyjmie go łaskawie, ujrzy jego oblicze z radością i przywróci człowiekowi jego sprawiedliwość;
27Spojrzy na ludzi i jeśli ktoś powie: Zgrzeszyłem, wypaczyłem to, co prawe, i to nie było dla mnie korzystne;
28On wybawi jego duszę od zejścia do dołu, a jego życie ujrzy światło.
29Wszystko to czyni Bóg z człowiekiem kilkakrotnie;
30Aby odwrócić jego duszę od dołu i aby był oświecony światłem żyjących.
31Zważ na to, Hiobie, słuchaj mnie; milcz, a ja będę mówił.
32Jeśli jednak masz coś do powiedzenia, odpowiedz mi; mów, bo chciałbym cię usprawiedliwić.
33A jeśli nie, słuchaj mnie; milcz, a nauczę cię mądrości.
341Elihu mówił dalej:
2Słuchajcie, mądrzy, moich słów i wy, uczeni, posłuchajcie mnie.
3Ucho bowiem bada słowa, jak podniebienie smakuje pokarm.
4Wybierzmy sobie sąd, rozeznajmy między sobą, co jest dobre.
5Hiob bowiem powiedział: Jestem sprawiedliwy, a Bóg odrzucił moją sprawę.
6Czy mam kłamać wbrew swojej racji? Nieuleczalna jest moja rana, bez przestępstwa.
7Czy jest człowiek podobny do Hioba, który pije obelgi jak wodę?
8I który obraca się w towarzystwie czyniących nieprawość i chodzi z niegodziwcami?
9Powiedział bowiem: Nic to nie pomoże człowiekowi, że ma upodobanie w Bogu.
10Dlatego posłuchajcie mnie, ludzie rozumni: Daleki jest Bóg od niegodziwości, Wszechmocny – od nieprawości.
11Bo odpłaci człowiekowi według jego czynu i wynagrodzi każdemu według jego drogi.
12Nie, naprawdę Bóg nie czyni przewrotnie, Wszechmocny nie wypacza sądu.
13Któż mu powierzył ziemię? Kto urządził cały okrąg świata?
14Gdyby zwrócił ku człowiekowi swoje serce, gdyby wziął do siebie jego ducha i tchnienie;
15To zginęłoby wszelkie ciało razem, a człowiek w proch by się obrócił.
16Jeśli więc masz rozum, posłuchaj tego i nadstaw uszu na moje słowa.
17Czy ma panować ten, który nienawidzi prawości? Czy potępisz tego, który jest bardzo sprawiedliwy?
18Czy wypada do króla mówić: Nikczemniku? A do książąt: Bezbożni?
19Tym bardziej do tego, który nie ma względu na książąt i nie stawia bogacza nad ubogim? Oni wszyscy bowiem są dziełem jego rąk.
20Umrą nagle, o północy lud będzie wzruszony i przeminie, a mocarz zostanie usunięty bez udziału ręki ludzkiej.
21Jego oczy bowiem patrzą na drogi człowieka i on widzi wszystkie jego kroki.
22Nie ma ciemności ani cienia śmierci, gdzie mogliby się ukryć ci, którzy czynią nieprawość.
23Na człowieka bowiem nie wkłada więcej niż to, co słuszne, aby stawił się na sąd przed Bogiem.
24Rozbije wielu mocarzy i innych osadzi w ich miejsce.
25A ponieważ zna ich czyny, wywraca ich w nocy, aby byli zmiażdżeni.
26Chłoszcze ich jako niegodziwych w miejscu widocznym;
27Za to, że odstąpili od niego i nie zważali na żadne jego drogi;
28Z tego powodu dochodzi do niego wołanie biednych, a on wysłuchuje wołania ubogich.
29Gdy zaprowadzi pokój, któż go zburzy? A gdy zakryje swoje oblicze, któż go ujrzy? A czyni tak zarówno narodowi, jak i człowiekowi;
30Aby obłudnik już nie panował i nie był pułapką dla ludzi.
31Doprawdy, powinieneś mówić do Boga: Poniosłem karę, a nie będę już grzeszyć.
32Naucz mnie tego, czego nie widzę; jeśli popełniłem nieprawość, już więcej tego nie uczynię.
33Czy wszystko ma być po twojej myśli? On odpłaci, czy odrzucisz, czy wybierzesz, a nie ja. Ale jeśli wiesz lepiej, to powiedz.
34Niech mi powiedzą ludzie rozumni, niech człowiek mądry posłucha mnie:
35Hiob mówi niemądrze, a jego słowa nie są roztropne.
36Niech Hiob zostanie doświadczony do końca za swoje odpowiedzi odnośnie do niegodziwych ludzi.
37Dodaje bowiem buntu do swego grzechu, klaszcze przy nas rękoma i mnoży swoje słowa przeciwko Bogu.
351Elihu mówił dalej:
2Czy uważasz to za słuszne, że powiedziałeś: Mam więcej sprawiedliwości niż Bóg?
3Powiedziałeś bowiem: Cóż mi pomoże? Jaki będę miał pożytek z tego, że zostanę oczyszczony z grzechu?
4Odpowiem dowodnie tobie i twoim towarzyszom wraz z tobą.
5Spójrz w niebo i zobacz, przypatrz się obłokom, które są wyżej od ciebie.
6Jeśli zgrzeszysz, co zrobisz przeciwko niemu? A jeśli pomnożą się twoje nieprawości, co mu uczynisz?
7Jeśli jesteś sprawiedliwy, co mu dajesz? Albo co otrzymuje z twojej ręki?
8Twoja niegodziwość zaszkodzi człowiekowi takiemu jak ty, a twoja sprawiedliwość pomoże synowi człowieka.
9Ludzie krzyczą z powodu mnóstwa ucisków, wołają z powodu ramienia mocarzy.
10Ale nikt nie mówi: Gdzie jest Bóg, mój Stwórca, który w nocy daje pieśni;
11Ten, który uczy nas więcej niż zwierzęta ziemskie i czyni nas mądrzejszymi od ptactwa niebieskiego?
12Tak więc wołają, ale nikt nie wysłuchuje z powodu pychy złych ludzi.
13Doprawdy, Bóg nie wysłucha słów obłudy, Wszechmocny na nią nie zważa.
14Chociaż mówisz, że go nie widzisz, sąd jest przed nim, więc mu zaufaj.
15Teraz jednak jego gniew spadł na ciebie w niewielkim stopniu, jakby nie znał wielkości twoich grzechów.
16Dlatego Hiob na próżno otwiera swe usta; mnoży słowa bez poznania.
361Elihu mówił jeszcze:
2Poczekaj trochę, a pouczę cię, bo jeszcze przemówię za Boga.
3Z daleka przyniosę swą wiedzę i uznam sprawiedliwość mego Stwórcy.
4Bo naprawdę moje słowa nie są kłamstwem, a człowiek z doskonałą wiedzą stoi przed tobą.
5Oto Bóg jest potężny, a nie gardzi nikim. On jest potężny w sile serca.
6Nie pozostawia niegodziwych przy życiu, a ubogim przyznaje prawa.
7Nie odwraca swoich oczu od sprawiedliwego, ale sadza ich na wieki z królami na tronie – i są wywyższeni.
8A jeśli są związani okowami albo spętani powrozami utrapienia;
9Wtedy oznajmia im ich czyny i przestępstwa – to, że się wzmogły.
10Otwiera im ucho, aby przyjęli karę, i każe im odwrócić się od nieprawości.
11Jeśli będą posłuszni i będą mu służyć, dopełnią swoich dni w dobrobycie, a swoich lat w rozkoszach.
12Ale jeśli nie usłuchają, zginą od miecza, umrą bez poznania.
13Lecz ludzie obłudnego serca gromadzą gniew, nie wołają, kiedy ich wiąże.
14Umierają w młodości, swoje życie spędzają wśród rozpustników.
15Wyrywa ubogiego z utrapienia i otwiera ich uszy w ucisku.
16Również ciebie wyrwałby z ciasnego miejsca na miejsce przestronne, gdzie nie ma ucisku, a zastawiłby twój stół pełnią tłuszczu.
17Ale ty zasłużyłeś na sąd niegodziwego, dlatego prawo i sąd będą cię trzymać.
18Gniew wisi, więc uważaj, by nie poraził cię karą, gdyż nie wybawił cię żaden okup.
19Czy będzie zważał na twoje bogactwa? Nie, ani na złoto, ani na jakiekolwiek siły lub potęgi.
20Nie tęsknij za nocą, kiedy ludzie są porwani ze swojego miejsca.
21Strzeż się, abyś nie zważał na nieprawość; gdyż wybrałeś to sobie zamiast utrapienia.
22Oto Bóg jest najwyższy w swojej potędze, któż może tak nauczyć jak on?
23Kto mu wytyczył jego drogę? Albo kto mu powie: Popełniłeś nieprawość?
24Pamiętaj, abyś wysławiał jego dzieło, któremu przypatrują się ludzie.
25Wszyscy ludzie je widzą, człowiek przypatruje się nim z daleka.
26Oto Bóg jest wielki, a poznać go nie możemy, a liczba jego lat jest niezbadana.
27On wyciąga bowiem krople wód, które padają z pary jako deszcz;
28Który spuszczają chmury i który obficie spływa na ludzi.
29(A kto zrozumie rozmieszczenie chmur i grzmot jego namiotu?
30Oto rozciąga nad nim swoją światłość i okrywa głębiny morskie.
31Przez te rzeczy bowiem sądzi narody i daje pokarm w obfitości.
32Chmurami okrywa światłość i rozkazuje jej ukrywać się za wyznaczoną chmurą).
33Grzmot daje o nim znać, a także bydło – o parze unoszącej się w górę.
371I drży z tego powodu moje serce, i wyrywa się ze swego miejsca.
2Słuchajcie uważnie grzmotu jego głosu i dźwięku, który wychodzi z jego ust.
3Pod całym niebem go wypuszcza, a jego błyskawicę – na krańce ziemi.
4Po niej huczy grzmot, grzmi głosem swojego majestatu, i nie powstrzymuje ich, gdy słychać jego głos.
5Bóg cudownie grzmi swoim głosem, czyni wielkie rzeczy, których nie możemy zrozumieć.
6Mówi bowiem do śniegu: Padaj na ziemię, a także do deszczu i do ulewy jego potęgi.
7Pieczętuje rękę każdego człowieka, aby wszyscy ludzie poznali jego dzieło.
8Wtedy zwierzęta wchodzą do jaskini i zostają w swoich jamach.
9Od południa przychodzi wicher, a zima od wiatrów północnych.
10Swoim tchnieniem Bóg czyni lód i ścinają się szerokie wody.
11Także wilgocią ziemi obciąża obłok, rozpędza chmurę swoim światłem.
12One krążą według jego rady, aby czyniły wszystko, co rozkazuje na powierzchni okręgu ziemi.
13A on sprawia, że się pojawiają – czy to dla karania, czy dla swojej ziemi, czy dla okazywania miłosierdzia.
14Słuchaj tego uważnie, Hiobie; zastanów się i rozważ cudowne dzieła Boga.
15Czy wiesz, kiedy i co postanawia Bóg o tych sprawach albo kiedy rozjaśnia światło swej chmury?
16Czy wiesz, jak wiszą chmury – cuda tego, który jest doskonały we wszelkiej wiedzy?
17Czy wiesz, jak twoje szaty się rozgrzewają, gdy on uspokaja ziemię wiatrem południowym?
18Czy rozpościerałeś z nim niebiosa, które są trwałe i podobne do zwierciadła odlanego?
19Poucz nas, co mamy mu powiedzieć, bo nie możemy ułożyć słów z powodu ciemności.
20Czy należy go powiadomić, że przemawiam? Przecież jeśli ktoś przemówi, zostanie na pewno pożarty.
21Teraz jednak ludzie nie mogą patrzyć na światło, gdy jaśnieje w chmurach, gdy wiatr przechodzi i rozprasza je.
22Od północy przychodzi jakby złoty blask, ale w Bogu jest straszliwy majestat.
23On jest Wszechmocny, nie możemy go doścignąć. On jest wielki w potędze i sądzie i bogaty w sprawiedliwość. Nie uciska nikogo.
24Dlatego boją się go ludzie. On nie ma względu na żadnego, który jest mądry w sercu.
381Potem PAN odpowiedział Hiobowi spośród wichru:
2Kim jest ten, co zaciemnia radę słowami bez poznania?
3Przepasz teraz swe biodra jak mężczyzna, będę cię pytał, a ty mi odpowiadaj.
4Gdzie byłeś, kiedy zakładałem fundamenty ziemi? Powiedz, jeśli masz tę wiedzę.
5Kto określił jej rozmiary? Czy wiesz? Kto rozciągnął nad nią sznur?
6Na czym są oparte jej podstawy? Kto położył jej kamień węgielny;
7Gdy gwiazdy poranne razem śpiewały i radowali się wszyscy synowie Boży?
8Kto zamknął bramą morze, gdy się wyrywało jakby wychodzące z łona?
9Gdy chmurę uczyniłem jego szatą, a ciemność jego pieluszkami;
10Gdy ustanowiłem o nim swój dekret i poustawiałem rygle i bramy;
11I powiedziałem: Dotąd dojdziesz, a nie dalej; tu położysz swe nadęte fale.
12Czy kiedykolwiek w swoim życiu rozkazywałeś rankowi i wskazałeś zorzy jej miejsce;
13Aby ogarnęła krańce ziemi i aby niegodziwi zostali z niej strząśnięci?
14Ona zmienia się jak glina pod pieczęcią, a wszystko stoi jak szata.
15Niegodziwym jest odebrana ich światłość, a wyniosłe ramię będzie złamane.
16Czy dotarłeś aż do źródeł morza? Czy przechadzałeś się po dnie głębin?
17Czy bramy śmierci zostały przed tobą odkryte? Czy widziałeś bramy cienia śmierci?
18Czy pojąłeś szerokość ziemi? Powiedz mi, jeśli to wszystko wiesz.
19Gdzie jest droga do miejsca przebywania światłości? Gdzie swoje miejsce ma ciemność;
20Abyś ją zaprowadził do jej granic i mógł poznać ścieżki do jej domu?
21Czy wiesz to, bo wtedy się urodziłeś i liczba twoich dni jest wielka?
22Czy dotarłeś do skarbnic śniegu? Czy widziałeś skarbnice gradu;
23Który zachowuję na czas ucisku, na dzień bitwy i wojny?
24Jaką drogą dzieli się światłość, która rozpędza wiatr wschodni po ziemi?
25Kto podzielił kanał dla ulewy i drogę dla błyskawicy grzmotu;
26Aby padał deszcz na ziemię, w której nikt nie mieszka, i na pustynię, gdzie nie ma człowieka;
27Aby nasycił miejsce puste i jałowe oraz zasilił rosnącą tam trawę?
28Czy deszcz ma ojca? A kto spłodził krople rosy?
29Z czyjego łona wychodzi lód? A kto spłodził szron niebieski?
30Wody zostają przykryte niczym kamieniem, gdy powierzchnia głębiny zamarza.
31Czy możesz związać jasne gwiazdy Plejad albo rozluźnić więzy Oriona?
32Czy wyprowadzisz w swym czasie gwiazdy południowe? Czy poprowadzisz Niedźwiedzicę z jej synami?
33Czy znasz porządek nieba? Czy możesz ustanowić jego panowanie na ziemi?
34Czy podniesiesz swój głos ku chmurom, aby cię ulewa przykryła?
35Czy możesz wypuścić błyskawice, aby przyszły i mówiły: Oto jesteśmy?
36Kto włożył we wnętrze ludzkie mądrość? Kto dał sercu rozum?
37Kto zdoła policzyć chmury swoją mądrością? Kto uspokoi, kiedy leje z nieba;
38Gdy proch twardnieje, a bryły przylegają do siebie?
39Czy lwu zdobyczy nałowisz, czy zaspokoisz głód lwiątek;
40Gdy tulą się w swoich jaskiniach i czyhają w cieniu swoich jam?
41Kto dostarcza krukowi pokarmu, gdy jego młode wołają do Boga i tułają się bez pożywienia?
391Czy znasz porę, kiedy rodzą górskie kozice? Czy wiesz, kiedy rodzą łanie?
2Czy możesz zliczyć miesiące, w których noszą młode? Czy znasz czas ich porodu?
3Przykucają, rodzą swoje młode, pozbywają się ich z bólem;
4Ich młode wzmacniają się, rosną wśród zboża, odchodzą i już do nich nie wracają.
5Kto wypuścił dzikiego osła na wolność i kto rozwiązał jego pęta?
6Za dom dałem mu pustynię, a za jego mieszkanie słone miejsca.
7On naśmiewa się ze zgiełku miejskiego i nie słucha głosu poganiacza.
8Wypatruje w górach paszy i szuka wszelkiej zielonej trawy.
9Czy jednorożec zechce ci służyć albo nocować przy twoim żłobie?
10Czy możesz powrozem zaprzęgać jednorożca do bruzdy? Czy będzie bronował doliny za tobą?
11Czy zaufasz mu, ponieważ jego siła jest wielka? Czy powierzysz mu swoją pracę?
12Czy zawierzysz mu, że zwiezie twoje ziarno i zgromadzi je w twoim spichlerzu?
13Czy dałeś pawiowi piękne skrzydła, a skrzydła i pióra strusiowi?
14Składa swoje jaja na ziemię i ogrzewa je w prochu;
15I zapomina, że noga może je rozgnieść lub dzikie zwierzę może zdeptać.
16Jest twardy dla swoich młodych, jakby nie były jego. Nie boi się, że jego trud jest próżny;
17Bo Bóg pozbawił go mądrości i nie udzielił mu rozumu.
18Kiedy jednak podnosi się wysoko, naśmiewa się z konia i z jego jeźdźca.
19Czy możesz dać koniowi moc? Czy rżeniem ozdobiłeś jego szyję?
20Czy przestraszysz go jak szarańczę? Parskanie jego nozdrzy jest straszne.
21Grzebie kopytem w ziemi i cieszy się swą siłą, biegnie przeciwko uzbrojonym.
22Drwi sobie z lęku i nie boi się, i nie ustępuje przed ostrzem miecza.
23Kołczan na nim chrzęści, błyszczy oszczep i dzida.
24Z grzmotem i z gniewem pochłania ziemię i nie staje spokojnie na głos trąby.
25Na głos trąby mówi: Ha, ha; z daleka czuje bitwę, grom dowódców i okrzyk.
26Czy dzięki twojemu rozumowi lata jastrząb i rozciąga swe skrzydła ku południu?
27Czy na twój rozkaz orzeł wzbija się i zakłada swoje gniazdo wysoko?
28Mieszka na skale, przebywa na iglicach jak na zamku.
29Stamtąd wypatruje sobie pokarmu, jego oczy widzą daleko.
30Jego młode też piją krew, a gdzie są zabici, tam jest on.
401PAN mówił dalej do Hioba:
2Czy ten, co wiedzie spór z Wszechmogącym, będzie go pouczał? Niech na to odpowie ten, który strofuje Boga.
3Wtedy Hiob odpowiedział PANU:
4Oto jestem nędzny, cóż ci odpowiem? Przyłożę swoją rękę do ust.
5Raz mówiłem i drugi, ale więcej nie odpowiem, niczego więcej nie dodam.
6Nadto PAN odpowiedział Hiobowi spośród wichru:
7Przepasz teraz swe biodra jak mężczyzna: będę cię pytał, a ty mnie pouczysz.
8Czy chcesz wniwecz obrócić mój sąd? Czy potępisz mnie, aby usprawiedliwić samego siebie?
9Czy masz ramię jak Bóg? Czy zagrzmisz głosem jak on?
10Ozdób się teraz w majestat i dostojeństwo, przyoblecz się w chwałę i piękno.
11Rozlej swój gwałtowny gniew, spójrz na każdego pysznego i poniż go.
12Spójrz na każdego pysznego i upokórz go, zdepcz niegodziwych na ich miejscu.
13Zakryj ich razem w prochu, zamknij w ukryciu ich oblicza.
14Wtedy i ja ci wyznam, że twoja prawica może cię wybawić.
15Oto behemot, którego stworzyłem wraz z tobą; je trawę jak wół.
16Oto jego siła jest w jego biodrach, a jego moc w pępku jego brzucha.
17Rusza swoim ogonem jak cedrem, ścięgna jego bioder są splecione.
18Jego kości jak rury spiżowe; jego kości jak drągi żelazne.
19On jest przednim dziełem Boga. Ten, który go uczynił, sam może na niego natrzeć swoim mieczem.
20Żywność dostarczają mu góry, gdzie wszystkie polne zwierzęta hasają.
21Leży pod cienistymi drzewami, w ukryciu trzcin i bagien.
22Drzewa cieniste osłaniają go cieniem, wierzby potoku otaczają go.
23Oto wypija rzekę i nie spieszy się, będąc pewny, że może wchłonąć Jordan do swojej paszczy.
24Czy można go złapać za oczy albo powrozy przeciągnąć mu przez nozdrza?
411Czy lewiatana wyciągniesz wędką? Czy za jego język wyciągniesz go sznurem opuszczonym?
2Czy przewleczesz hak przez jego nozdrza? Czy kolcem przebijesz mu szczęki?
3Czy będzie cię błagać? Czy będzie z tobą rozmawiał łagodnie?
4Czy zawrze z tobą przymierze? Czy przyjmiesz go za sługę na zawsze?
5Czy będziesz z nim igrał jak z ptaszkiem? Czy uwiążesz go dla swoich córek?
6Czy twoi towarzysze wyprawią sobie z niego ucztę? Czy podzielą go między siebie kupcy?
7Czy poprzebijasz jego skórę grotami albo jego głowę harpunami?
8Połóż tylko rękę na niego i wspomnij o walce, więcej tego nie zrobisz.
9Oto nadzieja pojmania go jest złudna. Czy na sam jego widok nie zostanie człowiek powalony?
10Nikt nie odważy się go obudzić. Kto zdoła więc stanąć przede mną?
11Kto mi coś dał, abym mu odpłacił? Cokolwiek znajduje się pod całym niebem należy do mnie.
12Nie będę milczał o jego członkach ani o jego potędze, ani o jego wspaniałej budowie.
13Kto odkryje wierzch jego szaty? Kto przystąpi do niego z podwójnym wędzidłem?
14Kto otworzy wrota jego paszczy? Groza roztacza się wokół jego zębów.
15Jego łuski to jego pycha, ściśle spięte razem jakby pieczęcią.
16Jedna do drugiej tak przylega, że powietrze nie wejdzie między nie.
17Jedna z drugą jest spojona, są tak złączone, że nie można ich rozdzielić.
18Przez jego kichanie błyszczy światło, a jego oczy są jak powieki zorzy.
19Z jego paszczy wychodzą pochodnie, tryskają iskry ognia.
20Z jego nozdrzy wychodzi dym jak z wrzącego garnca lub kotła.
21Jego oddech rozpala węgle, z jego paszczy wychodzi płomień.
22W jego szyi spoczywa moc i przed nim ucieka smutek.
23Warstwy jego ciała są spojone, tak twarde, że się nie poruszają.
24Jego serce jest twarde jak kamień, tak twarde jak część dolnego kamienia młyńskiego.
25Gdy się podnosi, drżą mocarze, a od strachu oczyszczają się.
26Miecz, który go dosięga, nie ostaje się, podobnie drzewce, strzała i pancerz.
27Żelazo uważa za słomę, a miedź za zbutwiałe drewno.
28Strzała nie spłoszy go, a kamienie z procy są dla niego jak źdźbło.
29Oszczep uważa za słomę, a drwi sobie z szarpania włócznią.
30Pod nim są ostre skorupy; w błocie ścieli sobie wszelkimi ostrymi rzeczami.
31Sprawia, że głębiny wrą jak kocioł, a morze mąci jak w moździerzu.
32Zostawia za sobą błyszczącą ścieżkę, tak że się wydaje, że głębiny mają siwiznę.
33Nie ma na ziemi jemu podobnego, który został tak stworzony, że niczego się nie boi.
34Lekceważy wszelką wysoką rzecz. On jest królem nad wszystkimi synami pychy.
421Wtedy Hiob odpowiedział PANU:
2Wiem, że ty wszystko możesz i że żaden twój zamysł nie może być powstrzymany.
3Kim jest ten, który zaciemnia radę bez wiedzy? Właśnie dlatego mówiłem to, czego nie rozumiałem; mówiłem o rzeczach zbyt cudownych, których nie mogłem pojąć.
4Wysłuchaj, proszę, a będę mówił; będę cię pytał, a ty mnie pouczysz.
5Dotąd tylko moje ucho słyszało o tobie, lecz teraz moje oko cię ujrzało.
6Dlatego żałuję i pokutuję w prochu i popiele.
7A gdy PAN wypowiedział te słowa do Hioba, powiedział PAN do Elifaza z Temanu: Mój gniew zapłonął przeciw tobie i przeciw dwom twoim przyjaciołom, ponieważ nie mówiliście o mnie prawdy jak mój sługa Hiob.
8Teraz więc weźcie sobie siedem cielców i siedem baranów, idźcie do mego sługi Hioba i złóżcie całopalenie za siebie; a Hiob, mój sługa, będzie się modlił za was, bo jego przyjmę, abym nie uczynił z wami według waszej głupoty. Nie mówiliście bowiem o mnie prawdy jak mój sługa Hiob.
9Poszli więc Elifaz z Temanu, Bildad z Szuach i Sofar z Naamy i uczynili, jak PAN im rozkazał. PAN także przyjął Hioba.
10PAN przywrócił to, co zostało zabrane Hiobowi, gdy się modlił za swoich przyjaciół. PAN także pomnożył Hiobowi w dwójnasób wszystko, co miał.
11Wtedy zeszli się do niego wszyscy jego bracia, wszystkie jego siostry i wszyscy dawni znajomi i jedli z nim chleb w jego domu. Ubolewali nad nim i pocieszali go z powodu wszystkich nieszczęść, które PAN sprowadził na niego. Każdy dał mu po jednym srebrniku i każdy po jednym złotym kolczyku.
12I tak PAN błogosławił ostatnie lata Hioba bardziej niż początkowe. Miał bowiem czternaście tysięcy owiec, sześć tysięcy wielbłądów, tysiąc jarzm wołów i tysiąc oślic.
13Miał też siedmiu synów i trzy córki.
14I nadał pierwszej imię Jemima, drugiej Kecja i trzeciej Kerenhappuk.
15W całej ziemi nie można było znaleźć kobiet tak pięknych jak córki Hioba. Ich ojciec dał im dziedzictwo wśród ich braci.
16Potem Hiob żył jeszcze sto czterdzieści lat i oglądał swoich synów i synów swoich synów aż do czwartego pokolenia.
17I umarł Hiob stary i syty dni.